Jako bardziej spokojną niż poprzednie ocenili politolodzy Uniwersytetu Warszawskiego dobiegającą końca kampanię wyborczą do parlamentu. Za "niepotrzebną" uznali wypowiedź prezesa PiS dotyczącą kanclerz Niemiec.

Podczas czwartkowego seminarium Ośrodka Analiz Politologicznych Uniwersytetu Warszawskiego z cyklu "Komentarze politologiczne" podsumowano kampanię z perspektywy programowej, marketingowej i retorycznej.

Według dr. Bartłomieja Biskupa obecna kampania była "bardziej spokojna" niż poprzednie, a także zdecydowanie bardziej marketingowa niż programowa. "W porównaniu do poprzednich kampanii tym razem więcej było działań w internecie, a jednocześnie mniej billboardów" - dodał.

"Spoty były łagodniejsze niż w poprzednich kampaniach wyborczych. Dopiero ostatni tydzień przyniósł zaostrzenie materiałów audiowizualnych, straszenie sobą nawzajem" - ocenił. Jego zdaniem straszenie przynosi krótkotrwałą mobilizację wyborców i "tutaj efektem może być obniżona frekwencja (...) ludzie się nie przestraszą, ale nie pójdą na wybory, bo powiedzą, że nie będą w tym konflikcie uczestniczyć".

Reklama

Jego zdaniem brak ostatecznej debaty liderów wynikał z przyjętej przez Jarosława Kaczyńskiego strategii i niechęci do takiej debaty. Jednak - zdaniem Biskupa - "debaty nie mają aż takiego wpływu na opinię wyborczą, coraz mniejsza jest ich oglądalność".

Dr Rafał Chwedoruk zwrócił uwagę, że tylko trzy główne partie przygotowały programy polityczne

Reklama

Dr Olgierd Annusewicz także ocenił kampanię jako spokojną. Według niego "politycy milczeli w najważniejszych sprawach i zamiast mówić, zasłaniali się gadżetami, za którymi nie kryła się żadna treść, np. spotami ze striptizem czy "debatą o debacie".

"Jarosław Kaczyński postanowił nie mówić, kto jest winny katastrofy smoleńskiej, a Donald Tusk nie mówić, jak zły jest Kaczyński" - wyjaśnił Annusewicz. Jak podkreślił, "nie było też żadnego głównego tematu tej kampanii, tak jak w 2005 r. były to podatki, a w 2007 r.- powrót Polaków z emigracji zarobkowej z Irlandii".

Z kolei dr Rafał Chwedoruk zwrócił uwagę, że tylko trzy główne partie przygotowały programy polityczne. "Program Platformy przypomina prezentację wykładu dla studentów I roku i składa się w znacznym stopniu z wykresów" - ocenił. Podkreślił, że "widać w nim wyraźną korektę tożsamości ideologicznej tej partii" i zwrócił uwagę, na sformułowanie nowe centrum".

Program PiS jest w jego ocenie programem, "w którym w największym stopniu partia wyjaśnia swoją tożsamość". To program "najsilniej kontestujący polską rzeczywistość (...), gdzie pada stwierdzenie, że demokracja jest możliwa tylko na poziomie państwa narodowego".

Natomiast program SLD jest według niego "bardzo obszerny", podobny do programów zachodnich partii socjaldemokratycznych i "bardzo wyraźnie sprofilowany pod swoich wyborców".

Annusewicz uważa, że Jarosław Kaczyński niepotrzebnie zaczął mówić o "tych Niemczech nieszczęsnych"

Chwedoruk dodał, że w programach zostało pominiętych wiele kwestii istotnych dla wyborców, np. aborcja, prawa konsumenta, definicja rodziny.

Biskup nawiązując do ostatnich wypowiedzi prezesa PiS na temat kanclerz Niemiec Angeli Merkel, stwierdził, że "to było kompletnie niepotrzebne ze strony Jarosława Kaczyńskiego, bo ma już pozyskanych stałych wyborców i powinien dbać o to, aby ich nie stracić". "Ta wypowiedź może kogoś zdenerwować, PiS może ponieść jakieś straty, ale niewielkie, ponieważ ten elektorat jest ugruntowany" - dodał.

Także Annusewicz uważa, że Jarosław Kaczyński niepotrzebnie zaczął mówić o "tych Niemczech nieszczęsnych". "Nawet gdy miał co innego na myśli, to wrażenie pozostało" - dodał.

Również Chwedoruk ocenił, że Kaczyński "wszedł w retorykę, która jego partii nie służy" i podkreślił, że "dużo bardziej niefortunne wydają się wyjaśnienia niż samo zdanie w książce".

W książce "Polska naszych marzeń" prezes PiS napisał m.in., że nie sądzi, "żeby kanclerstwo Angeli Merkel było wynikiem czystego zbiegu okoliczności". "Nie będę jednak tego przeświadczenia rozwijał, zostawiam to politologom i historykom" - napisał Kaczyński. Dopytywany o to w wywiadzie dla "Newsweeka", powiedział: "Ona wie, co ja chcę przez to powiedzieć. Tyle wystarczy".