Niemal po każdej powodzi czy wichurze premier obiecuje pieniądze z budżetu dla ludzi, którzy ponieśli straty. Lepiej by było, gdyby pomyślał, jak w Polsce upowszechnić system ubezpieczeń
Sprawa jest delikatna, gdyż dotyczy ludzkiego nieszczęścia. Zwłaszcza w sytuacji gdy setki ludzi załamują ręce nad utraconym dobytkiem po przejściu trąby powietrznej czy po powodzi. Ale to nie znaczy, że nie wolno o niej pisać. Pisać trzeba, kataklizmy pogodowe się zdarzają i zdarzać będą. A chodzi o pomoc dla poszkodowanych.
Tuż po odsłonięciu skutków ostatniej nawałnicy premier zadeklarował, że wsparcie w gotówce dostaną wszyscy, zarówno ubezpieczeni, jak i ci, którzy polis nie mają. Kwestia natychmiastowej pomocy tym, którzy utracili dach nad głową, jest pewnie poza dyskusją. Znaki zapytania mogą się pojawić natomiast w momencie, gdy rozmawiamy o ubezpieczaniu się. Oczywiście trzeba pamiętać o tym, że sprawa ma wymiar polityczny, mamy kampanię wyborczą i był już w najnowszych dziejach Polski taki premier, który za zdanie „trzeba było się ubezpieczyć” podczas wielkiej powodzi stracił władzę. Nie wiem, czy taka opinia teraz, po kilkunastu latach, byłaby również politycznym samobójstwem, pewne jest, że wyborczych punktów jej autorowi by nie przysporzyła.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.