Oby rządowi i posłom koalicji nie zabrakło zapału tak jak dwa lata temu. Wtedy też zapowiadano wielką ofensywę, która niestety daleko nie dotarła. Można rzec, że ugrzęzła gdzieś po drodze.
Aurora wystrzeliła. Rząd Donalda Tuska rozpoczął ofensywę legislacyjną, którą z racji skali działania i liczby ustaw do uchwalenia nazywają w PO rewolucją październikową. Boję się, że rządowi i posłom koalicji może nie starczyć zapału, podobnie jak dwa lata temu, gdy również zapowiadali wielkie zmiany pod tym samym żartobliwym szyldem „rewolucja październikowa”. Wtedy ofensywa daleko jednak nie dotarła. Można rzec, że ugrzęzła niedaleko za Piotrogrodem. Oczywiście nie tylko koalicja PO – PSL była temu winna, bo ówczesny prezydent Lech Kaczyński, jak mógł, zniechęcał i kilka ważnych ustaw zawetował.
Teraz ma być powtórka rewolucji. Latem premier zapowiedział przygotowanie przez rząd pięciu pakietów: konsolidacji finansów publicznych, deregulacyjnego, zdrowotnego, społeczno-cywilizacyjnego oraz powodziowego, na które składa się ponad 40 projektów ustaw. Niedawno, aby lepiej nadzorować pracę posłów, przeniósł się nawet do Sejmu. Pokazanie, że rząd pracuje pełną parą, jest szczególnie ważne w obliczu zbliżających się wyborów samorządowych.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.