Katastrofa pod Smoleńskiem: prokurator tylko się przygląda

6 maja 2010

Polska prokuratura jest ślepa i głucha w sprawie tragedii pod Smoleńskiem. Nie dostaje żadnych nowych dowodów. A prokurator, który przebywa w Rosji, nie jest dopuszczany do przesłuchań świadków.

Prokuratorzy wojskowi, którzy prowadzą polskie śledztwo w sprawie katastrofy, wciąż nie mają dostępu do rosyjskich dowodów. Bezskutecznie wysłali trzeci wniosek o pomoc prawną do Rosji. Zwrócili się o oryginały taśm z rejestratora, który nagrywał rozmowy i dźwięki z kabiny pilotów. Do tej pory w materiałach polskiego śledztwa nie ma nawet stenogramu z nagrania z tego, co się wydarzyło w kabinie pilotów w ostatnich 30 minutach przed katastrofą. Jedyne, co polska prokuratura wojskowa uzyskała, to efekt prawie dwutygodniowej pracy na miejscu katastrofy i w Moskwie przy identyfikacji ciał pod dyktando rosyjskich prokuratorów.

– Z początku prokuratorzy rosyjscy nam pomagali. Udostępniali dokumenty, pokazywali swoje dowody. Ale z biegiem czasu już nie byli tacy skorzy do pomocy. Słyszeliśmy: „nielzia, tielefon”, i nasi rozmówcy znacząco podnosili palec w górę. Odczytaliśmy to tak, że przełożeni rosyjskich prokuratorów nie zgadzają się, by udostępniać nam kolejne dokumenty, dowody – relacjonuje nam jeden z kilkunastu wojskowych prokuratorów, którzy pracowali w Rosji.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.