Do Polski dotarła z Zachodu moda na swap party, czyli imprezy polegające na wymienianiu się ubraniami. W najbliższą sobotę, po raz pierwszy na tak dużą skalę, wymiany odbędą się w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i w kilkunastu innych miastach.
Do tej pory starymi ubraniami wymieniali się głównie Amerykanie i Brytyjczycy, szczególnie ci z klasy średniej. Warunek był tylko jeden: rzeczy musiały być w doskonałym stanie, najlepiej z dobrą metką. Chodziło o to, by bez żadnych wydatków skompletować nową garderobę. Akcję popierali też ekolodzy, przekonując, że rezygnacja z zakupów chroni środowisko naturalne.
– Pomysł ma sporą szansę chwycić, bo przybył do nas z bogatego Zachodu, a nie z biednego Południa. Oznacza, że powoli pozbywamy się polskiego zwyczaju przechowywania wszystkiego na zasadzie „kiedyś się przyda” – tłumaczy antropolog Waldemar Kuligowski. Jego zdaniem gotowość do wymiany własnego ubrania na cudze oznacza, że rzeczy używane przestały już być w Polsce synonimem biedy, a stały się oznaką alternatywnego sposobu życia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.