– Nigdy nie wyrwałem laski nawet w jednej dwudziestej tak ładnej jak Nicole Kidman – mówi pan Jacek, taksówkarz z warszawskiego Gocławia. – Nie leciałem też samolotem. Ale w tych ciemkach zapominam, że mam zardzewiałego lanosa, a moja stara nie jest królewną. Czuję się prawie jak Tom Cruise. Od kiedy obejrzał na wideo „Top Gun”, nie usiadł za kierownicą w okularach innych niż klasyczne aviatory.

Nikt tego dokładnie nie policzył, ale można zaryzykować, że pan Jacek jest jednym z kilkuset milionów posiadaczy tego typu okularów przeciwsłonecznych, których popularność ciągle rośnie. Do tego stopnia, że firma Ray-Ban wypuściła właśnie na rynek nową kolekcję. Jeśli ktoś ma ochotę – i przynajmniej 700 zł – może sobie kupić odświeżoną wersję aviatora w jednym z kilku kolorów, ze szkłami przezroczystymi, przydymionymi, czarnymi lub lusterkowymi. Tak jak zrobili to Rihanna, Lady Gaga, Brad Pitt, Pharell Williams, Jude Law oraz rzesza innych luminarzy współczesnej popkultury. Właściwie łatwiej byłoby wymienić gwiazdy, które nigdy nie spojrzały na świat zza szkieł ray-banów, niż wyliczać ich nosicieli.

Lans generała

Geneza aviatorów jest banalna. W 1937 roku amerykańska firma Bausch & Lomb dostała zlecenie na opracowanie okularów przeciwsłonecznych dla US Air Force. I pewnie opływowe soczewki do dziś byłyby tylko wyposażeniem pilotów, gdyby nie generał Douglas MacArthur (1880 – 1964), który dowodził siłami aliantów podczas drugiej wojny światowej na Dalekim Wschodzie.

Ten wybitny strateg i dowódca starannie kreował swój wizerunek. Wojskowe standardy nie pozwalały na stylistyczne odstępstwo nawet posiadaczom najwyższych szarży, ale MacArthur znalazł na to sposób – monotonię i prostotę munduru ożywiał gadżetami. Nie rozstawał się z fajką wykonaną z kolby kukurydzy oraz aviatorami. Tak został sfotografowany po wyzwoleniu Filipin, a zdjęcie to obiegło świat.

Ciemkami w komunizm

Jak wspomina w „Pięknych dwudziestoletnich” Marek Hłasko, aviatory tak zrosły się z wizerunkiem jankeskiego dowódcy, że karykaturzyści w stalinowskiej prasie zawsze rysowali go z „ciemkami” na oczach. Ta propaganda dała efekt odwrotny do zamierzonego. Produkowane nielegalnie aviatory, nazywane też mekarturkami, stały się przebojem warszawskiej ulicy. „I jeśli sekretarz partii mówił: »Nie będziemy nosić tych mekarturek« – to wtedy przedstawiało mu się zaświadczenie lekarskie, stwierdzające chroniczne zapalenie spojówek: po jakimś czasie wszyscy młodzi kierowcy zaczęli cierpieć na ową dolegliwość” – pisze Hłasko.

– Mekarturki kupiłem na ciuchach koło placu Szembeka. Kosztowały mnie całą pensję – wspominaWacław Śledziński, rocznik ‘35, emerytowany dziennikarz. Twierdzi, że noszenie takich okularów było dla jego pokolenia w równym stopniu formą kontestacji komunizmu, co chęcią – jak byśmy dzisiaj powiedzieli – bycia trendy. – Na ciemki poderwałem moją przyszłą żonę. Wydatek się zwrócił z nawiązką – żartuje.

Od lat 50. aviatory stały się nieodłącznym elementem stroju amerykańskich służb mundurowych. Gadżet błyskawicznie trafił do Hollywood. Od tego czasu jest atrybutem ekranowych marines, policjantów, szeryfów i gangsterów. A także wszystkich tych, którzy chcieli być jak Marlon Brando w „Dzikim”.

Rockandrollowy włóczykij

Regres popularności aviatorów był wynikiem zimnowojennego przesilenia. W Ameryce doszło do głosu pokolenie pacyfistycznie i antymieszczańsko zorientowanych beatników. Młodzi ludzie nosili się inaczej niż rodzice, nic więc dziwnego, że wojskowy design ulubionych okularów generała MacArthura nie pasował do tego trendu.

Firma Ray-Ban idealnie wstrzeliła się w społeczne zapotrzebowanie iw1952 roku wypuściła na rynek drugi, przeżywający właśnie renesans model. Wayfarery (czyli włóczykije) stały się ulubionym gadżetem beatników. W jeszcze większym stopniu podbiły fanów rock and rolla, przeradzając się wraz ze spódnicą mini, a także kurtką ramoneską w symbol stylu, który wkrótce rozlał się po całym świecie .

Tak jak w przypadku aviatorów kluczem do globalnego sukcesu włóczykijów była hollywoodzka kariera ray-banów.

Kultowe „Śniadanie u Tiffany’ego” Blake’a Edwardsa kojarzy nam się ze zjawiskową Audrey Hepburn paradującą w wayfarerach, także w bibliotece. Jeszcze dalej poszli Jake (John Belushi) i Elwood (Dan Aykroyd), którzy w „Blues Brothers” (1980) nie zdejmowali przeciwsłonecznych włóczykijów nawet w nocy.