Jeśli występują jakiekolwiek wątpliwości odnośnie akcji policji podczas manifestacji stoczniowców w Warszawie, niech rozstrzygnie je prokuratura - powiedział dziś podczas posiedzenia sejmowych komisji administracji i spraw wewnętrznych oraz sprawiedliwości i praw człowieka wicepremier i minister SWiA Grzegorz Schetyna.

Posłowie obu komisji oraz przedstawiciele związków wysłuchali informacji przedstawicieli MSWiA i policji nt. szczegółów i zasadności użycia siły przez policję podczas manifestacji stoczniowców 29 kwietnia w Warszawie. Posiedzenie zwołano na wniosek posłów PiS.

Według związkowców interwencja policji była brutalna, a stoczniowcy prowokowani. Warszawska prokuratura prowadzi po doniesieniu związkowców postępowanie sprawdzające odnośnie domniemanego przekroczenia uprawnień przez policję. Prokuratura prowadzi też śledztwo wobec demonstrujących, którzy naruszyli prawo.

"Stoczniowcy mają prawo demonstrować, czy mają prawo bić policjantów, to zostawiam odpowiedź państwu" - mówił Schetyna. Dodał, że żel pieprzowy, którego użyła policja, jest jednym z łagodniejszych środków, jakie można zastosować wobec manifestantów.

Odnosząc się do zarzutów posłów PiS, iż na miejscu demonstracji nie było zabezpieczonej opieki medycznej i karetek, wicepremier odpowiedział, że "nie jest tak, że jak jest manifestacja pokojowa, to policja od razu dzwoni po karetki". Dodał, że organizatorzy manifestacji mimo wcześniejszych zapowiedzi nie zapewnili własnych służb porządkowych.

Komendant stołeczny policji Adam Mularz poinformował posłów, że policja interweniowała wobec manifestujących dopiero po ich ataku na barierki oddzielające od funkcjonariuszy. Podczas posiedzenia odtworzono filmy i nagrania dokonane przez policję i dziennikarzy w czasie zamieszek.

Wyjaśnił, że kiedy manifestanci przerwali pierwszą linię barierek i zaatakowali - mimo ostrzeżeń policji - drugą ich linię, wówczas zbliżyli się do nich policjanci. "Zostało rannych kilku policjantów i zapadła decyzja o użyciu żelu pieprzowego" - mówił. Zapewnił, że żel ten jest bezpieczny i nigdy nikt nie odniósł obrażeń w wyniku jego stosowania. "Po zamieszkach dwóch policjantów nadal pozostaje na zwolnieniach lekarskich" - dodał.

Poinformował, że protest zabezpieczało 291 funkcjonariuszy. Dodał, że do incydentów z udziałem protestujących dochodziło już wczesnym rankiem w Gdańsku podczas ich wyjazdu do stolicy.

"Ostrzeżenia policji nastąpiły dopiero po interwencji funkcjonariuszy"

Obecny na posiedzeniu zastępca szefa Solidarności Stoczni Gdańskiej Karol Guzikiewicz ripostował, że według niego ostrzeżenia policji nastąpiły dopiero po interwencji funkcjonariuszy. "Przepraszam policjantów, którzy zostali poparzeni i uderzeni kijami, ale ze strony policji było nadmierne użycie siły" - powiedział.

"Nigdy, jeśli paliliśmy opony nie zagrażało to osobom postronnym ani policji" - zaznaczył. Ocenił, że "gaz pieprzowy" użyty przez policję miał duże stężenie i "ludzie tracili po nim przytomność".

29 kwietnia kilkuset związkowców protestowało przed stołecznym Pałacem Kultury i Nauki w obronie stoczni Gdańsk i swoich miejsc pracy. W tym czasie w PKiN odbywał się kongres Europejskiej Partii Ludowej. Stoczniowcy rzucali petardy, palili opony, spalili również kukłę przedstawiającą premiera Donalda Tuska.

Podczas manifestacji doszło do starć demonstrantów z policją. W wyniku starć poszkodowanych zostało ponad 25 osób, w tym pięciu policjantów. Przewodniczący NSZZ "Solidarność" Janusz Śniadek potępił działania policji. Specjalna komisja powołana przez komendanta głównego policji Andrzeja Matejuka uznała, że działania policjantów podczas demonstracji były zgodne z prawem, a użyte środki adekwatne do zagrożeń i zachowań osób, które łamały prawo.

Beata Kempa (PiS) zwróciła uwagę, że mimo zaproszenia na posiedzenie komisji nie przybył przedstawiciel ministerstwa sprawiedliwości. Dlatego, na wniosek PiS, resort ten ma w najbliższym czasie udzielić sejmowej komisji sprawiedliwości informacji o stanie postępowań prowadzonych w sprawie manifestacji stoczniowców.