Bąk: Francuskie komedie mają sporo wspólnego z francuskimi samochodami. Są po prostu śmieszne [FELIETON]

Łukasz Bąk
Łukasz BąkDGP
19 czerwca 2020

Oglądaliście w środę wieczorem debatę prezydencką? Ja nie. I wcale nie dlatego, że nie interesuję się polityką albo wiem, na kogo oddać głos. Po prostu w tym samym czasie na innym kanale leciała francuska komedia „Czyja to kochanka?”. A ja mam ogromną słabość do francuskich komedii. Bo mają sporo wspólnego z francuskimi samochodami – są po prostu śmieszne.

4553356-u7559f-29-lexus-ls-500h-fot-20mat-20prasowe-p-28081049.jpg

We francuskich komediach, zupełnie jak we francuskich autach, często dochodzi do wielu zabawnych pomyłek, a pracownicy fabryk wypijają podczas przerw na lunch jeszcze więcej wina niż aktorzy na planie.

Generalnie wydaje mi się, że kinematografia ma wiele wspólnego z tym, jakie dany kraj produkuje samochody. Weźmy na przykład takie filmy niemieckie. W nich akcja zazwyczaj jest tak nudna, a aktorzy tak sflaczali, że człowiek zaczyna ziewać już w drugiej minucie. Ale jeżeli dobrze traficie, to akcja będzie tak wartka, a niemieccy aktorzy tak sztywni, że w drugiej minucie będzie już po filmie. I tak jest też z autami zza Odry – możecie mieć Golfa lub Focusa, które budzą nie więcej emocji niż dłubanie w nosie, ale możecie też mieć Porsche 911 GT3 RS albo Mercedesa GT R, które znajdują się w dziale „Nur für Erwachsene”, w zakładce „Hardcore”.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.