Waszyngton ma pretensje do Światowej Organizacji Zdrowia za złe zarządzanie kryzysem wywołanym przez pandemię.
We wtorek Donald Trump ogłosił, że rząd Stanów Zjednoczonych wstrzymuje finansowanie Światowej Organizacji Zdrowia, a Amerykanie rozpoczynają własne śledztwo na temat tego, jak radzi sobie ona z walką z pandemią koronawirusa.
– Przyjrzymy się błędom w zarządzaniu oraz próbom ukrycia prawdy o chińskich statystykach choroby – powiedział prezydent dziennikarzom podczas konferencji w Białym Domu. I dodał, że jako główny sponsor organizacji Stany Zjednoczone mają obowiązek zweryfikować jej działania. – Jedną z katastrofalnych decyzji WHO było sprzeciwienie się zakazowi podróży z Chin i innych krajów objętych epidemią w jej najwcześniejszym okresie – stwierdził Trump. Poinformował też, że amerykańskie dochodzenie potrwa od dwóch do trzech miesięcy.
Reklama

Reklama
Za tę decyzję skrytykowali go politycy Partii Demokratycznej. Wiceprzewodniczący senackiej komisji ds. asygnowania środków bud żetowych senator Patrick Leahy powiedział dziennikowi „The Wall Street Journal”, że obcięcie środków na WHO w dobie największej od stulecia pandemii jest jak pozbawienie amunicji najbliższego sojusznika w czasie wojny. Tymczasem stanowisko Donalda Trumpa popierają Japonia i nienależący do organizacji Tajwan. 700 tys. osób z różnych krajów podpisało się pod petycją za odwołaniem szefa WHO Tieuodrosa Adhanoma.
Zarzucają oni WHO opieszałość i brak weryfikacji informacji o liczbie zgonów i zakażeń, które raportują Chiny. Wicepremier Japonii stwierdził na początku kwietnia, że „WHO będąca na pasku Chin równie dobrze może się nazwać Chińską Organizacją Zdrowia”. Stany Zjednoczone i Biały Dom dołączyły się do chóru krytyków, kiedy 1 kwietnia Bloomberg podał, że w tajnym raporcie amerykańskiego wywiadu przesłanym Donaldowi Trumpowi napisano, iż chińskie władze ukrywały prawdziwy zasięg epidemii w ChRL. Agencja podała tę informację, powołując się na trzy anonimowe źródła w amerykańskiej administracji.
Między Chinami i Tajwanem istnieje konflikt zarysowany wokół samego WHO czy ONZ. Rządy w Pekinie i Tajpej prezentują się jako wyłączni reprezentanci Chin. ChRL torpeduje wszelkie próby Tajwanu na arenie międzynarodowej, naciskając na umniejszenie jego statusu, bo uważa wyspę za swoją zbuntowaną prowincję. Doprowadziło to już do uniemożliwienia udziału Tajpej w zebraniach agend ONZ nadzorujących kwestie związane ze zdrowiem. Także nadzwyczajne spotkanie WHO w sprawie epidemii odbyło się bez udziału Tajwanu. W międzyczasie miał miejsce drobny skandal. 30 marca kanadyjski ekspert Światowej Organizacji Zdrowia Bruce Aylward przerwał wywiad z hongkońską stacją RTHK, gdy dziennikarka zapytała go o status Tajwanu. Po skargach MSZ w Tajpej organizacja zapewniła, że współpracuje również z tamtejszymi służbami medycznymi.
Kierownik Światowej Organizacji Zdrowia nie po raz pierwszy wzbudza skrajne emocje. Kiedy 22 maja 2017 r. ministrowie zdrowia państw należących do WHO wybierali w Genewie etiopskiego immunologa na szefa tej międzynarodowej organizacji, jego kampanii wyborczej towarzyszyły kontrowersje. „The New York Times” pisał wówczas, że ten wspierany przez Chiny pretendent – gdy w latach 2005–2012 kierował resortem zdrowia w swoim ojczystym kraju – bagatelizował masowe przypadki cholery, a potem ukrywał dane na temat skali epidemii. Wysocy urzędnicy WHO wiedzieli, że w 2006 r., 2009 r. i 2011 r. rząd w Addis Abebie kłamał na temat zagrożenia epidemicznego. Mimo to dzięki lobbingowi Pekinu Tieuodros Adhanom został wybrany na jej lidera.