Wymogi czasu epidemii dotknęły również sfery religijnej – nie tylko wyznawców chrześcijaństwa, lecz także i innych religii. Wielkanoc była tego najlepszym przykładem
Reklama
W Wielki Piątek i Niedzielę Wielkanocną wiele światowych telewizji tradycyjnie transmitowało kolejne elementy obchodów najważniejszego święta chrześcijaństwa. Tym razem ze względu na pandemię na placu Świętego Piotra w Watykanie nie było jednak wiernych.
– Pandemia wyrwała nas gwałtownie z największego zagrożenia, jakie czyha nad jednostkami i całą ludzkością – ze złudzenia wszechmocy – mówił kaznodzieja Domu Papieskiego o. Raniero Cantalamessa podczas Liturgii Męki Pańskiej w Wielki Piątek. W samym Watykanie potwierdzono osiem przypadków zakażenia wirusem SARS-CoV-2. Najmniejsze państwo świata było pierwszym, w którym odsetek chorych przekroczył 1 proc. mieszkańców (drugie to San Marino, inne mikropaństwo z Płw. Apenińskiego).
Watykan dostosował się do włoskich obostrzeń. Zamknięto atrakcje turystyczne, a papież zrezygnował z wystąpień publicznych, ograniczając się do transmisji medialnych. Msze odbyły się bez udziału wiernych. Wielkopiątkową Drogę Krzyżową przeniesiono z Koloseum na plac Świętego Piotra, w liturgii wielkoczwartkowej pominięto obrzęd umywania nóg ubogim i więźniom, a gromadząca księży w wielkoczwartkowe przedpołudnie msza krzyżma świętego została przełożona. Papież Franciszek powiedział, że jeśli nie uda się jej zorganizować przez Zielonymi Świątkami (w tym roku przypadają 31 maja), zostanie przełożona na przyszły rok.
Podobne ograniczenia obowiązywały w Jerozolimie. Tamtejsza Droga Krzyżowa przeszła ulicami Starego Miasta zamkniętymi przez policję. Za złamanie zakazu zbliżania się do niej groziła kara 5000 szekli (5800 zł). W wielu krajach chrześcijańskich władze już wcześniej zakazały udziału wiernych we mszach. Jak podaje Vatican News, na taki krok zdecydowały się m.in. Austria, Belgia, Francja, Niemcy i Włochy. W Polsce ograniczono liczbę wiernych, którzy mogą uczestniczyć w nabożeństwach.
Świątynie jako miejsca zgromadzeń kilka razy okazywały się rozsadnikami epidemii. Najbardziej dramatyczny przypadek miał miejsce w południowokoreańskim Daegu, gdzie jeden chory, wierny apokaliptycznej sekty Shincheonji, wywołał falę zakażeń, które objęły 4000 współwyznawców. Problem polegał na tym, że sekta uznaje choroby za karę za grzechy i początkowo odmawiała współpracy z władzami.
Co najmniej 70 osób zakaziło się w kościele rosyjskojęzycznych zielonoświątkowców w Sacramento (USA), a Ławra Kijowsko-Peczerska stała się największym ogniskiem zachorowań w ukraińskiej stolicy. Do szpitala trafił metropolita Paweł, 60-letni przełożony Ławry, zarazem zwierzchnik Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej na Ukrainie. 8 kwietnia informowano, że spośród 44 przebadanych duchownych u 30 stwierdzono zakażenie. W niedzielę zmarł pierwszy z nich.
Obostrzenia wprowadzono także w krajach niechrześcijańskich. 25 marca obaj naczelni rabini Izraela nakazali zamknięcie synagog i przeprowadzanie nabożeństw na zewnątrz w grupach 10-osobowych z zachowaniem dwumetrowego odstępu między wiernymi. Na święto Pesach, które w tym roku zaczęło się 8 kwietnia, zalecono modlitwę w domu i pozbycie się zbędnego chamecu w inny sposób niż tradycyjne spalenie na zewnątrz (chamec to zakwas na macę, którego żydom nie wolno posiadać w trakcie Pesach, więc należy go zawczasu zniszczyć lub sprzedać gojom). Podczas pierwszych trzech dni Pesach Izraelczykom zakazano oddalania się od domów na więcej niż 100 m, by udaremnić spotkania rodzinne.
Wielu ortodoksów nie zastosowało się do zaleceń. Efektem było pojawienie się ogniska w chasydzkim Bene Berak. 2 kwietnia 200-tysięczne miasto ogłoszono strefą zamkniętą, zakazując jego opuszczania i wjazdu do niego, a na drogach dojazdowych postawiono punkty kontrolne. Podobne środki ostrożności wprowadzono w ortodoksyjnych dzielnicach Jerozolimy. Przez złamanie zakazu udziału w publicznych nabożeństwach zachorował też minister zdrowia Ja’akow Licman, lider ortodoksyjnego Związku Izraela. Według resortu zdrowia co trzeci Izraelczyk, którego źródło zakażenia jest znane, zachorował po wizycie w synagodze.
Podobnie reaguje islam. 27 lutego saudyjskie władze zakazały wjazdu do kraju muzułmanom zmierzającym na umrę, czyli tzw. małą pielgrzymkę do Mekki i Medyny. Trzy tygodnie później Święte Meczety w tych miastach zostały zamknięte. Jeśli epidemia potrwa do lata, będzie to pierwszy raz od napoleońskiej inwazji na Egipt lat 1798–1801, kiedy muzułmanie nie będą mogli przybyć na hadżdż, będący obowiązkiem każdego wyznawcy islamu przynajmniej raz w życiu (hadżdż to pełna pielgrzymka, odbywająca się w miesiącu zu al-hidżdża, który w tym roku rozpoczyna się 22 lipca). Na razie saudyjski minister ds. pielgrzymek Muhammad Bantin na antenie telewizji Al-Achbarijja zalecił wiernym wstrzymanie się z przygotowaniami do wyjazdu.