Republikanie zdecydowali się przygotować własny plan przeciwdziałania zmianom klimatycznym. Czy Donald Trump im pomoże?
W listopadzie 2019 r. centrum analityczne Pew Research opublikowało wyniki badań na temat tego, co Amerykanie myślą o kwestii ocieplenia klimatu. Walkę z nadmierną emisją dwutlenku węgla uznało za priorytet 90 proc. osób utożsamiających się z Partią Demokratyczną, ale tylko 39 proc. wyborców republikańskich. Lecz gdy spojrzy się dokładniej na podziały wewnątrz samego elektoratu prawicowego, można w nim dostrzec poważną ideologiczną szczelinę.
24 proc. zatwardziałych konserwatystów jest zadowolonych z działań Donalda Trumpa i wycofania się Ameryki z Karty paryskiej, będącej zbiorem propozycji zmierzających do ograniczenia zmian klimatu, ale już 65 proc. centrystów nie. W ciągu niespełna dwóch lat poparcie dla działań rządów – centralnego, stanowych i municypalnych – by robić coś, co zapobiegnie katastrofie klimatycznej, wzrosło na prawicy o 13 proc. Podobnie jak przekonanie, że władze, a przede wszystkim Trump, nie robią dość, by świat przed tym uchronić. Widać też przepaść pokoleniową. 62 proc. identyfikujących się z prawicą milenialsów domaga się konkretniejszych działań w tej sprawie.
Reklama
Po latach zbiorowego zaprzeczania przez republikanów, stronnictwo pod presją młodych wyborców zdecydowało się na opracowanie polityki mającej na celu przeciwdziałanie zmianom klimatu. Na początku lutego zaczął działać zespół do opracowania jej założeń, na razie luźny i nieformalny. Oczywiście doktryna ma się opierać na konserwatywnym założeniu, wobec czego są szukane rozwiązania rynkowe. Ma też powstać kilka wersji polityki po to, by Amerykanie nie musieli wybierać między partią niepodważającą realności globalnego ocieplenia a taką, która mu zaprzecza. I żeby od republikanów nie uciekł tradycyjny, bazowy wyborca.

Reklama
Oferta ma być też zróżnicowana w zależności od stanu: inna dla technokratycznej i zielonej Doliny Krzemowej i zagłębia IT w San Francisco, inna dla górniczyh rejonów Wirginii Zachodniej i Pensylwanii. Republikanie z Kapitolu doszli do wniosku, że strategia zaprzeczania globalnemu ociepleniu zawiodła, a sposoby kluczenia wokół tematu i odwracania uwagi spowodowały, że spora część elektoratu partii może się obrócić przeciwko niej.
– Nasza postawa opóźniła działania amerykańskiego rządu i jeżeli czegoś nie zrobimy, szczególnie oferując rozwiązania dla młodych wyborców, politycznie na tym przegramy – powiedział w zeszłym tygodniu mediom Matt Gaetz, 37-letni republikański kongresmen z Florydy. Jednocześnie po cichu Biały Dom pozbywa się najbardziej twardogłowych negacjonistów, w tym doradcy prezydenta ds. gospodarki węglowej Steve’a Milloya.
Jak pisze Amy Harder w „Axios”, magazynie poświęconym bieżącej polityce, w nowym republikańskim projekcie klimatycznym znajdą się trzy podstawowe tematy. Po pierwsze, regulacja emisji dwutlenku węgla z naciskiem na sadzenie nowych drzew. Po drugie, innowacje w zakresie czystej energii i propozycje jej finansowania i subydiowania w biznesie. Po trzecie, ograniczanie wykorzystywania plastiku.
Realizacja nowej doktryny byłaby zasadniczym odejściem od polityki przedsięwziętej trzy lata temu przez Donalda Trumpa. Biały Dom scedował odpowiedzialność za limity emisji dwutlenku węgla na rządy stanowe, żeby nie brać za nie odpowiedzialności. Tym samym w praktyce zakończył wielki plan Baracka Obamy, zwany Clear Power Plan, w ramach którego Stany Zjednoczone miały przechodzić na odnawialne źródła energii. Planowano stopniowe zamykanie kopalń węgla kamiennego, by dostosować się do światowych norm redukcji emisji gazów cieplarnianych.
Trump wycofał się nie tylko z Karty paryskiej, ale też regulacji wewnętrznych, które wprowadził rząd jego poprzednika. Najpierw zamroził przepisy dotyczące norm zużycia paliw w transporcie. Potem zrezygnował z centralnego zarządzania limitami produkcji dwutlenku węgla przez producentów energii. Oba te sektory są odpowiedzialne w sumie za połowę emisji gazów cieplarnianych. – To zaskakuje tym bardziej, że naukowcy są coraz bardziej pewni skutków globalnego ocieplenia. Ile jeszcze trzeba powtarzać, że mieliśmy najgorętszy sezon odkąd sięgnąć pamięcią, i burze o niespotykanej dotąd skali? – pytała w rozmowie z „New York Timesem” Janet McCabe, szefowa federalnej Agencji Ochrony Środowiska w rządzie Baracka Obamy.