Wiele wskazuje na to, że walka o fotel szefa PO rozstrzygnie się między wskazanym przez dotychczasowego przewodniczącego Tomaszem Siemoniakiem a Borysem Budką i Bartoszem Arłukowiczem.
Reklama
Komisja wyborcza partii ma dziś oficjalnie zatwierdzić listę kandydatów w wyborach na szefa partii. Kampania zdecyduje, kto pokieruje PO w momencie przełomu. Schetynie udało się utrzymać pozycję Platformy jako najważniejszej partii opozycji, ale odchodzi, bo nie udało mu się wygrać z PiS. To cel jego następcy, który ma wybór: albo zostanie premierem po kolejnych wyborach, albo grozi mu rola ostatniego szefa Platformy. – Kolejną porażkę w wyborach do Sejmu trudno byłoby przetrzymać – przyznaje jeden z polityków PO.
Do piątku, gdy upływał termin zgłoszeń, zadeklarowało się sześcioro kandydatów: Joanna Mucha, Bartosz Arłukowicz, Borys Budka, Tomasz Siemoniak, Bogdan Zdrojewski i Bartłomiej Sienkiewicz. Po ich zapowiedziach nie widać, by szykował się programowy przełom. Czeka nas raczej pojedynek na skuteczność przywództwa.
fot. materiały prasowe / DGP

Reklama
Borys Budka. Od listopada 2019 r. przewodniczący klubu parlamentarnego KO, od 2016 r. wiceszef PO. Minister sprawiedliwości w rządzie Ewy Kopacz. W ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych startował w okręgu katowickim – tym samym, z którego kandydował premier Mateusz Morawiecki
Za faworyta wyścigu cały czas uchodzi szef klubu Koalicji Obywatelskiej Borys Budka, który ma najwyższe wyniki w sondażach. – Ciężka praca u podstaw, powrót do korzeni, czyli filaru samorządowego i środowiska przedsiębiorców – mówi nam o swoim programie Budka. W samej PO chodzi o wzmocnienie struktur lokalnych. – Z moich rozmów wynika, że to jest dziś największa bolączka. Po wyborach prezydenckich czeka nas długi czas bez elekcji. Trzeba wyjść poza Warszawę i parlament, to musi być ciężka praca u podstaw, razem z samorządowcami i społecznikami – mówi Budka. Pod jego ewentualnymi rządami nie zapowiada się radykalny zwrot ideologiczny. Jego zdaniem w „czasach populistów” potrzebna jest partia „centrowa i racjonalna”.
Zwolennicy rywali wskazują, że na Budkę, jako szefa klubu, spada odpowiedzialność za absencję posłów PO przy głosowaniu ustawy dyscyplinującej sędziów. Pod jego rządami skomplikować mogą się relacje z głównym koalicjantem PO, czyli PSL. – Kibicowaliśmy Schetynie. Osłabiony przewodniczący PO to dla nas byłby wymarzony partner. Z Budką może być trudno. Trochę odleciał wskutek tego przymierzania go na następcę Schetyny – mówi nam polityk ludowców.
fot. Wojtek Górski / DGP
Tomasz Siemoniak. Związany z Platformą Obywatelską od 19 lat, wiceszef partii, minister obrony narodowej w gabinecie Donalda Tuska, a za rządów Ewy Kopacz – także wicepremier. To jego namaścił Grzegorz Schetyna, ustępujący ze stanowiska przewodniczącego PO
Tomasz Siemoniak wszedł do gry z większym przytupem niż Budka. Nie dość, że poparł go ustępujący przewodniczący, to jeszcze przedstawił swoich współpracowników. Szefem jego sztabu został młody poseł Arkadiusz Myrcha. Siemoniaka wspierają też m.in. Andrzej Halicki, Sławomir Neumann i Joanna Kluzik-Rostkowska. Jego wizja zmian w partii jest zasadniczo zbieżna z tym, co postuluje główny kontrkandydat. Również mówi np. o potrzebie zejścia na poziom lokalny i regionalny (np. o skierowaniu większych strumieni pieniędzy do powiatów, w ramach projektu „biuro posła PO w każdym powiecie”) czy zabieganiu o elektorat przedsiębiorców. Wskazuje też na potrzebę zacieśnienia relacji z partnerami z Koalicji Obywatelskiej i konieczność wspierania Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w wyborach prezydenckich. Co w takim razie odróżnia go od głównego kontrkandydata? W rozmowie z nami wskazuje m.in. na swoje doświadczenie polityczne. – Mamy różny zasób doświadczeń państwowych i samorządowych, niech wyborcy w Platformie to oceniają. Mam tu mocną kartę, bo MON, którym kierowałem, to 140 tys. ludzi i cała masa problemów do rozwiązania. To wybory między osobowościami i nikt tu nie będzie wykraczał poza program Platformy i to, co nas łączy – twierdzi Siemoniak.
Poparcie Schetyny może być dla Siemoniaka równie pomocne, co kłopotliwe. – Te wybory to będzie plebiscyt między wskazaniem Schetyny a resztą, to się będzie liczyło – mówi nam jeden z polityków PO.
Z puli kandydatów jako liczącego się w wyścigu politycy PO wskazują także Bartosza Arłukowicza, który ma za sobą bardzo dobry wynik w wyborach europejskich i jest w PO symbolem skutecznej kampanii bezpośredniej. – Klucz do wygrywania w wyborach i zdobywania poparcia ludzi leży w uspołecznieniu PO. To nie może być partia parlamentarno-gabinetowa. Musimy zbudować Platformę społeczną, współpracującą z ludźmi na ulicy, z ruchami społecznymi, obywatelskimi, młodzieżowymi. Musimy wykorzystać potencjał tysięcy ludzi – podkreśla Bartosz Arłukowicz. Jego zdaniem rozbudowany powinien także zostać filar ekspercki partii, co powinno zaowocować projektami ustaw. Jednak Arłukowicz dołączył do partii w 2011 r., wcześniej był politykiem lewicy i do dziś postrzegany jest nieco jako outsider w PO.
Pozostali kandydaci mają mniejsze szanse na dobicie do czołówki i faktycznie wiele zależy od tego, kto weźmie udział w wyborach. W PO nominalnie jest ponad 30 tys. członków, ale głosować mogą ci, którzy do 17 stycznia nie będą mieli większych niż półroczne zaległości w opłacaniu składek członkowskich. Politycy PO i eksperci liczą, że efektywnie zagłosuje kilkanaście tysięcy osób. – Siemoniak i Budka to dwóch najsilniejszych kandydatów, zapewne część z pozostałych zrezygnuje jeszcze przed wyborami i zaapeluje o głosowanie na Budkę, bo Siemoniak jest inkarnacją Schetyny. Więc możemy mieć jedną turę – podkreśla dr hab. Marek Migalski. W podobny sposób cztery lata temu postąpili Budka i Siemoniak, którzy poparli wtedy Schetynę.
Do gry może jeszcze wkroczyć Donald Tusk. – Jeśli zobaczy, jak przeważa się szala, może w ostatnim tygodniu wskazać swojego faworyta – podkreśla jeden z naszych rozmówców z PO.
Na co gra Schetyna? Zdaniem naszych rozmówców, jeśli Siemoniak nie wygra, to obaj ze Schetyną liczą, że w ramach ustalania powyborczego ładu w PO w trakcie kampanii prezydenckiej Siemoniak może zostać szefem klubu, bo Budka zapowiedział rezygnację z tej funkcji.
Za faworyta wyścigu uchodzi szef klubu KO Borys Budka