Emmanuel Macron pomimo strajków nie odpuszcza reformy francuskiego systemu emerytalnego.
Premier Édouard Philippe, by przełamać impas wokół zapowiedzianej przez rząd reformy systemu emerytalnego, spotkał się wczoraj z delegacjami związków zawodowych, które do tej pory domagały się całkowitego wycofania z proponowanych zmian. Wczoraj kancelaria Emmanuela Macrona oświadczyła, że prezydent nie zamierza odstąpić od reformy, ale możliwe są pewne ustępstwa, np. jeśli chodzi o wiek emerytalny. Projekt zmian nie przewiduje jego podniesienia, ale rząd proponuje wprowadzenie „wieku obrotowego”. Francuzi mieliby zachować prawo przechodzenia na emeryturę w wieku 62 lat, ale preferowany byłby wiek 64 lat, kiedy pracownikowi przysługiwałoby 100 proc. świadczeń.
Tymczasem związkowcy zapowiadają, że strajk paraliżujący transport publiczny w kraju, będzie kontynuowany w okresie świątecznym. – Nie ma mowy o zawieszeniu broni – ogłosili w komunikacie związkowcy. Jednym z prognozowanych wyników rozmów prowadzonych wczoraj przez szefa rządu miało być właśnie wynegocjowanie zawieszenia strajku przed Bożym Narodzeniem.
Reforma systemu emerytalnego jest jedną z największych ambicji prezydenta Emmanuela Macrona i jego rządu. Jej głównym celem jest zastąpienie 42 systemów emerytalnych funkcjonujących w kraju jednym, powszechnym. Taka zmiana oznaczałaby zniesienie wyjątków, jakimi cieszą się pracownicy niektórych sektorów, w tym transportu publicznego. Kierowca metra zgodnie z obecnie obowiązującymi zasadami może przejść na emeryturę w wieku 55 lat. Specjalne reżimy powodują duże zróżnicowanie w emeryturach. Wysokość świadczeń w niektórych przypadkach jest obliczana na podstawie wynagrodzenia z ostatnich sześciu miesięcy pracy, w innych brane są pod uwagę tylko najwyższe pensje. Teraz rząd chce, by na wysokość świadczenia miała wpływ każda przepracowana godzina. To dla pracowników transportu publicznego oznaczałoby wydłużenie okresu pracy z jednoczesnym zmniejszeniem świadczeń. Dlatego zatrudnieni w tym sektorze stawiają największy opór. Po wtorkowych protestach na ulicach francuskich miast widać, że ich determinacja nie słabnie. W całym kraju protestowało 615 tys. osób. Związki zawodowe zmobilizowały Francuzów do wyjścia na ulice po raz trzeci. Poprzedni protest 10 grudnia zgromadził 339 tys. osób. Pierwszy pięć dni wcześniej – 806 tys.
Reklama
W polityce francuskiej nie ma nic trudniejszego i bardziej kontrowersyjnego od reform społecznych. – We Francji od 30 lat nie udało się przeprowadzić żadnej głębszej reformy polityki społecznej, a przede wszystkim reformy rynku pracy – mówi Marek Grela, były ambasador przy UE, profesor Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie. Co więcej, tamtejsze życie społeczne charakteryzują dwie sprzeczne ze sobą cechy. – Z jednej strony życie we Francji jest niewątpliwie przyjemne, o czym świadczy chociażby najwyższa liczba osób posiadających więcej niż jeden dom, jeden z wyższych w przyrostów naturalnych wśród krajów Europy Zachodniej czy właśnie ów hojny system społeczny. Z drugiej strony wskaźnik pesymizmu jest jednym z najwyższych w Europie. We Francji są więc większe problemy związane z psychologią społeczną, odczuciami społeczeństwa – podkreśla ekspert. Jak przypomina, to co nie udaje się nadal we Francji, przeprowadził w Niemczech kanclerz i lider socjaldemokratów Gerhard Schröder na początku lat 2000. Niepopularne reformy przyczyniły się jednak do tego, że kolejne wybory SPD Schrödera przegrała.
Czy Macron również zapłaci cenę za swoje reformatorskie podejście? Poważnym testem dla prezydenta będą wybory lokalne w marcu 2020 r., w których wybierani będą merowie cieszący się największą popularnością wśród francuskich wyborców. Wyniki tych wyborów pokażą, czy młodemu ugrupowaniu Macrona Republiko Naprzód udało się zapuścić korzenie na francuskiej prowincji. Niewykluczone, że do czasu wyborów lokalnych zostanie zarządzona przerwa w pracach nad systemem emerytalnym.
Przy okazji całej sprawy związanej z reformą emerytalną rząd w Paryżu zaliczył poważną wpadkę. Komisarz odpowiedzialny za reformę Jean-Paul Delevoye został zmuszony do ustąpienia po tym, jak okazało się, że po objęciu posady w rządzie nie zrezygnował z płatnych stanowisk m.in. w sektorze ubezpieczeniowym i bankowym. Nową twarzą reformy będzie deputowany Naprzód Republiko Laurent Pietraszewski. Problem jednak w tym, że projekt reformy powstał na bazie raportu przygotowanego przez Delevoye’a.