Znajomi Jeffreya Epsteina zaprzeczają uwikłaniu w skandal, ale prawie nikt im nie wierzy. Z pewnością dobre stosunki ze śmietanką polityczno-towarzyską pomogły mu uniknąć odpowiedzialności za wykorzystywanie i stręczenie nieletnich.
Reklama
Magazyn. Okładka. 19 lipca 2019 / Dziennik Gazeta Prawna
Chociaż głośna muzyka prawie całkiem zagłusza rozmowę, swobodne gesty i poufałe uśmiechy obu mężczyzn zdradzają, że znają się na tyle, by nie silić się na powściągliwość. Jeden, wyraźnie pobudzony, podrygując w rytm eurodance’u, przelatuje wzrokiem po parkiecie wypełnionym co najmniej tuzinem cheerleaderek i pokazuje palcem na jedną z tańczących kobiet. Drugi porozumiewawczo kiwa głową, nie odrywając oczu od imprezującego tłumu. Moment później zatacza się z rozbawienia, gdy jego towarzysz komentuje mu do ucha walory którejś z podskakujących dziewczyn.
– Ona jest gorąca – to jedyne słowa, jakie udaje się wyłowić reporterom telewizji NBC, którzy nagrali całą scenę.

Z przyszłym prezydentem

Wtedy, w 1992 r., był to po prostu kolejny obrazek dokumentujący na potrzeby jednego z talk-show hulaszczy tryb życia czołowego nowojorskiego celebryty niedługo po pierwszym rozwodzie. Dzisiaj jest to dowód na to, że Donald Trump, dziś prezydent Stanów Zjednoczonych, był prawdopodobnie w znacznie bliższych relacjach z osławionym handlarzem niewolnic seksualnych, niż sam obecnie twierdzi. Mężczyzną, który towarzyszy mu na przyjęciu w jego florydzkiej posiadłości Mar-a-Lago i z rozbawieniem wysłuchuje lubieżnych uwag, jest bowiem Jeffrey Epstein, zamożny, dobrze ustosunkowany finansista i filantrop, oskarżony niedawno o wykorzystywanie seksualne kilkudziesięciu nieletnich dziewcząt oraz kierowanie ponadnarodową siatką młodocianych prostytutek (grozi mu za to 45 lat więzienia).
Według ustaleń nowojorskiej prokuratury najmłodsze ofiary 66-letniego dziś dewianta miały zaledwie 14 lat, kiedy sprowadzał je do swojej siedmiopiętrowej rezydencji na Manhattanie lub nadmorskiej posiadłości w Palm Springs, gdzie na przemian mieszkał. Schemat był we wszystkich przypadkach podobny: Epstein najpierw namawiał nastolatki (zwykle z biednych, rozbitych rodzin) na zrobienie mu nago masażu, w zamian oferując nawet kilkaset dolarów w gotówce. Szybko zaczynał jednak domagać się bardzo konkretnych usług seksualnych – nie tylko dla siebie, ale również dla znajomych. Przez rezydencje finansisty przetaczało się tyle dziewcząt, że jego zaufani współpracownicy stworzyli grafik perwersyjnych sesji, a w luksusowej posiadłości na jego prywatnej wyspie na Karaibach – przez krąg wtajemniczonych nazywanej Wyspą Orgii – organizowali wielkie seksprzyjęcia dla bogatych i wpływowych przyjaciół szefa. Dostawę młodocianych niewolnic na miejsce zapewniał prywatny odrzutowiec milionera, który on sam miał określać mianem Lolita Express.
Aby zabezpieczyć sobie nieprzerwaną podaż bezbronnych nastolatek, Epstein zachęcał swoje „sprawdzone” niewolnice do rekrutowania rówieśniczek, np. w centrach handlowych (za każdy nowy nabytek otrzymywały kolejne kilkaset dolarów). „Powiedział mi, że chce najmłodsze, jakie mogę znaleźć. Tak dużo, jak się da. Nigdy mu nie wystarczało” – wspominała Courtney Wild, jedna z ofiar sekshandlarza, w rozmowie z Julie K. Brown, dziennikarką śledczą gazety „Miami Herald”.

Ugoda nadzwyczajna

Reporterka nie tylko jako pierwsza skrupulatnie udokumentowała nadużycia, do jakich dochodziło we florydzkiej rezydencji Epsteina, i zidentyfikowała około 80 pokrzywdzonych (wciąż zgłaszają się kolejne), lecz także odkryła tajną, nielegalną ugodę zawartą przed 11 laty przez jego prawników z prokuraturą w Miami. Finansista po raz pierwszy usłyszał wówczas zarzuty wykorzystywania seksualnego nieletnich kobiet i międzynarodowego stręczycielstwa, stając przed perspektywą spędzenia reszty życia w więzieniu federalnym. Zamiast tego dostał półtora roku, z czego zaliczył 13 miesięcy (i to głównie poza zakładem karnym, w formie świadczenia pracy). Pomimo mocnych dowodów zespół renomowanych adwokatów wynajętych przez Epsteina (m.in. profesor Uniwersytetu Harvarda Alan Dershowitz i Kenneth Starr, były prokurator w sprawie Moniki Lewinsky) tak owinął sobie śledczych wokół palca, że nakłonił ich do łagodnego ukarania sprawcy w zamian za bliżej niesprecyzowaną pomoc w innym postępowaniu, przyznanie się do winy w odniesieniu do dwóch zarzutów mniejszego kalibru i umieszczenie go w rejestrze przestępców seksualnych. Szczegóły układu miały zostać utajnione zarówno przed opinią publiczną, jak i – wbrew prawu federalnemu – domniemanymi ofiarami. Przez to nie dostały one nawet szansy na zakwestionowanie porozumienia w sądzie.
Prokuratorzy na tyle zaangażowali się w zapewnienie miękkiego lądowania VIP-owi, że nawet radzili jego elitarnym prawnikom, jak uniknąć rozgłosu medialnego (co się zresztą udało). Jednym z głównych architektów ugody był Alexander Acosta, wtedy topowy oskarżyciel federalny w Miami. W 2017 r., w administracji prezydenta Trumpa stanął on na czele Departamentu Pracy – urzędu, który jak na ironię zajmuje się nadzorem nad przestrzeganiem prawa pracy, w tym zakazu handlu ludźmi. W reakcji na publiczną krytykę swoich umiejętności negocjacyjnych tydzień temu Acosta złożył rezygnację.
Porozumienie z 2008 r. gwarantowało też immunitet wszystkim wspólnikom i uczestnikom orgii organizowanych przez Epsteina, których zidentyfikowali śledczy na Florydzie, a także tym, którzy mogli dopiero zostać wykryci. Żaden z nich nie został też wymieniony z nazwiska, co wywołało spekulacje, czy wśród osób bawiących się na seksprzyjęciach byli liczni znani i wysoko postawieni przyjaciele finansisty – wśród nich politycy, biznesmeni, aktorzy i akademicy. A także czy zostaną oni ujawnieni.

Ważni ludzie się denerwują

– Prawdopodobnie jest trochę ważnych, wpływowych osób, które teraz bardzo się denerwują. Będziemy musieli poczekać i zobaczyć, czy Epstein wymieni jakieś nazwiska – powiedziała autorka reportażu Julie K. Brown w stacji MSNBC.
Oczywiście sławni znajomi milionera w większości natychmiast zaprzeczyli jakiemukolwiek uwikłaniu w skandal. A wręcz zapierali się, że tak naprawdę znali go słabo. Trump, który przed laty przekonywał w prasie, że Epstein to „świetny facet”, który „uwielbia piękne kobiety tak samo jak ja”, teraz twierdzi, że „nigdy nie był jego fanem” i że od 15 lat ze sobą nie rozmawiali.
Nawet jeśli faktycznie ich drogi się rozeszły, to kilka tropów sugeruje, że prezydent nie wyplącze się łatwo z podejrzeń o jakiś związek z aferą. Nie tylko dlatego, że przez wiele lat panowie obracali się w tym samym celebryckim światku Palm Springs. Jedna z kobiet zarzucających dziś finansiście handel ludźmi zeznała, że została zrekrutowana przez jego partnerkę, gdy jako 15-latka pracowała w luksusowym ośrodku Mar-a-Lago Trumpa jako szatniarka. Z kolei w trakcie kampanii prezydenckiej w 2016 r. anonimowa kobieta oskarżyła przyszłego szefa administracji o gwałt na jednym z przyjęć w posiadłości Epsteina (domniemana ofiara miała wówczas 13 lat). Biznesmen szybko doprowadził do wyciszenia sprawy, tłumacząc, że to tylko kolejna zagrywka inspirowana przez jego przeciwników politycznych. Kilku innych prominentnych przyjaciół finansisty – przede wszystkim brytyjski książę Andrzej (młodszy brat księcia Karola) i profesor prawa Alan Dershowitz – również zostało publicznie posądzonych o zgwałcenie nastolatek.
Milioner dostarczył też PR-owych kłopotów byłemu prezydentowi USA Billowi Clintonowi, który jak Trump oświadczył, że od dekady się nie kontaktowali, a ich relacje nigdy nie były szczególnie bliskie. Dzienniki pokładowe Lolita Express mówią jednak co innego. Tylko w latach 2001–2003 Epstein miał 26 razy użyczać eksprezydentowi swojego odrzutowca na potrzeby jego zagranicznych podróży. W 2002 r. wspólnie odbyli zaś charytatywny tour po Afryce, żeby promować działania fundacji Clintona na rzecz przeciwdziałania epidemii AIDS i demokratyzacji kontynentu (na pokład zaproszono wtedy też m.in. aktorów Kevina Spaceya i Chrisa Tuckera). Adwokaci Epsteina próbowali zresztą wykorzystać jego bliską znajomość z byłym prezydentem w negocjacjach ugody z 2008 r., dowodząc, że ich klient był w wąskiej grupie współpracowników, która ukuła koncepcję Clinton Global Initiative.
Magnat finansowy poznał Clintona w podobny sposób co wielu innych przedstawicieli międzynarodowej elity: za sprawą hojnych transferów na konta ich organizacji dobroczynnych. Jego znajomi mówili, że dumnie kolekcjonował polityków i naukowców niczym myśliwy trofea. Już w 2015 r. nieistniejący dziś portal Gawker opublikował książkę adresową Epsteina, w której oprócz członków rodziny Trumpów i Clintonów były m.in. nazwiska byłego burmistrza Nowego Jorku Michaela Bloomberga, noblisty Elie Wiesela, reżysera Woody’ego Allena czy byłego premiera Wielkiej Brytanii Tony’ego Blaira.
Finansista nie tylko sponsorował niezliczone akcje charytatywne i kampanie wyborcze, lecz także angażował się na rzecz postępu naukowego. Ufundował m.in. program gier ewolucyjnych na Harvardzie i wspierał grantami wybranych akademików. Jako szczodry mecenas zaprzyjaźnił się z wieloma profesorskimi gwiazdami – byłym szefem zespołu ekonomistów Baracka Obamy Lawrencem Summersem, popularnym filozofem i psychologiem Stevenem Pinkerem, fizykiem Lawrencem Kraussem. Wśród beneficjentów filantropa i bywalców na Wyspie Orgii był nawet sam Stephen Hawking. Milioner zdołał utrzymać się w elitarnych kręgach, mimo że od kilku lat figurował w rejestrze przestępców seksualnych (wciąż zapraszano go np. na kolacje, na których bywali założyciel Tesli Elon Musk i współtwórca LinkedIn Reid Hoffman).

Mniejszy Gatsby

Niektórzy porównywali Epsteina do Jaya Gatsby’ego, nieprzeniknionego bohatera powieści F. Scotta Fitzgeralda. Obaj doszli do swoich fortun w dość tajemniczych okolicznościach i podobnie dbali o wizerunek powściągliwego, zagadkowego demiurga (majątek domniemanego sutenera oszacowano na ok. 560 mld dol.). Milioner zaczął swoją ścieżkę zawodową jako nauczyciel matematyki w renomowanej prywatnej szkole na Manhattanie, której uczniowie – według „New York Magazine” – widzieli w nim czarującego pasjonata podobnego do postaci Robina Williamsa w „Stowarzyszeniu umarłych poetów”. Kontakty z patriarchami rodzinnych imperiów pomogły mu założyć firmę konsultingową, a potem zająć się zarządzaniem wielkich majątków (jedynym jego znanym z nazwiska klientem jest Leslie Wexler, właściciel m.in. marki Victoria’s Secret). Dzisiaj wszyscy zgodnie zapewniają, że to było jednak dawno… i nieprawda.