Prezydent Karol Nawrocki powołał w poniedziałek sędziego Zbigniewa Kapińskiego na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Decyzja kończy trwający od tygodni proces wyboru nowego szefa najwyższego organu sądowniczego, ale jednocześnie otwiera kolejny rozdział sporu o legalność nominacji sędziowskich dokonywanych przy udziale nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Reakcje środowiska prawniczego są skrajne — od ostrożnego pragmatyzmu po otwartą krytykę.
Sędzia Zbigniew Kapiński został wskazany spośród pięciu kandydatów przedstawionych prezydentowi. Jego kadencja potrwa sześć lat. To jeden z najbardziej istotnych personalnych ruchów w polskim wymiarze sprawiedliwości w ostatnich miesiącach, ponieważ funkcja Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego ma fundamentalne znaczenie dla organizacji pracy sądu oraz kształtowania kierunków orzeczniczych.
Kapiński do Sądu Najwyższego trafił w 2022 r., po wieloletnim orzekaniu w sądach powszechnych. Rok później objął funkcję prezesa kierującego pracą Izby Karnej. Jego awans do ścisłego kierownictwa SN był od początku postrzegany jako element szerszych zmian personalnych prowadzonych po reformach sądownictwa wdrażanych od 2018 r.
Adam Bodnar nie zostawia złudzeń
Były minister sprawiedliwości i były Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar w komentarzu dla mediów nie pozostawił wątpliwości co do swojej oceny tej nominacji.
„Nie ma znaczenia, czy Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego jest Zbigniew Kapiński, czy którakolwiek z pozostałych osób przedstawionych prezydentowi. Wszystkie zostały powołane w wyniku rekomendacji KRS po 2018 r., w ramach procesu, którego niezależność była wielokrotnie kwestionowana” - przekazał w rozmowie z Faktem.
Bodnar podkreślił, że problem nie dotyczy wyłącznie konkretnej osoby, lecz całej konstrukcji prawnej obecnego modelu nominacyjnego. W jego ocenie kluczowe pozostaje przeprowadzenie systemowej reformy Sądu Najwyższego zgodnej z rekomendacjami Komisji Weneckiej.
Stanowisko wpisuje się w szerszy nurt krytyki formułowanej przez część środowiska prawniczego, które od lat podnosi zarzuty dotyczące politycznego wpływu na proces nominacyjny.
Michał Laskowski: najmniej zły wybór
Bardziej wyważoną opinię przedstawił dr Michał Laskowski w rozmowie z Onetem. W jego ocenie wybór Kapińskiego należy rozpatrywać w kontekście dostępnych alternatyw.
Jak zaznaczył, jest to „wybór najmniej zły ze wszystkich złych”, co wielu komentatorów odczytało jako sygnał, że część środowiska sędziowskiego dostrzega w Kapińskim osobę bardziej merytoryczną niż polityczną.
To głos istotny, ponieważ pochodzi od jednego z najbardziej doświadczonych sędziów związanych z Sądem Najwyższym.
Prof. Andrzej Zoll wskazał kluczowy warunek
Były prezes Trybunał Konstytucyjny prof. Andrzej Zoll zwrócił uwagę na fundamentalny wymóg, jaki powinien spełniać Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego.
„Osoba pełniąca tę funkcję nie powinna być kojarzona z żadną stroną polityczną ani budzić kontrowersji” - przekazał w rozmowie z Faktem.
Kontrowersje wokół najgłośniejszych decyzji Kapińskiego
Nazwisko Zbigniewa Kapińskiego od lat pojawia się przy najważniejszych sporach ustrojowych.
Jednym z najgłośniejszych epizodów była sprawa lustracyjna byłego prezydenta Lecha Wałęsy. W 2000 r. sąd z udziałem Kapińskiego uznał, że Wałęsa złożył zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne.
Kolejną szeroko komentowaną decyzją było skierowanie spraw dotyczących mandatów poselskich Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych — izby, której status prawny jest kwestionowany przez część ekspertów oraz instytucje europejskie.
Równie duże emocje wywołało orzeczenie Izby Karnej pod przewodnictwem Kapińskiego we wrześniu 2024 r. dotyczące skuteczności przywrócenia Dariusz Barski ze stanu spoczynku. Rozstrzygnięcie pozostawało w sprzeczności ze stanowiskiem prezentowanym przez Adama Bodnara i kierownictwo Prokuratury Krajowej.
Nowy etap sporu o przyszłość Sądu Najwyższego
Nominacja Kapińskiego prawdopodobnie nie zakończy sporów wokół legalności części obecnych struktur Sądu Najwyższego. Wręcz przeciwnie — może stać się impulsem do intensyfikacji debaty nad reformą całego systemu.
Dla jednych to pragmatyczny wybór stabilizujący pracę SN. Dla innych — kolejny dowód na utrwalenie modelu, który od lat budzi zastrzeżenia konstytucjonalistów, części środowiska sędziowskiego oraz instytucji europejskich.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu