Wspólna lista opozycji stu kandydatów na senatorów jest już przesądzona – mówią politycy. Do zrywu dołączyć mogą samorządowcy.
Sławomir Neumann, przewodniczący klubu PO-KO, przekonuje, że opozycja wciąż ma ambicje bić się z PiS zarówno o Sejm, jak i Senat. Ale na dziś, w świetle przegranej w eurowyborach, w zasięgu opozycji są raczej tylko fotele senatorów. – Te wybory są większościowe, więc tak jak w drugiej turze wyborów samorządowych musi być jeden kandydat opozycji przeciwko kandydatowi PiS. Myślę, że porozumienie w tej sprawie jest bardzo bliskie, a nawet przesądzone, że to będzie lista stu kandydatów popieranych przez partie opozycyjne – mówi nam Neumann.
Te informacje – na razie nieoficjalnie – potwierdzają ludowcy. Są rozczarowani taktyką Koalicji Europejskiej w eurowyborach i rozważają, czy na jesieni nie wystartować do Sejmu samodzielnie. – Wspólna lista do Senatu wydaje się racjonalnym podejściem. Pewne ustalenia zapadły jeszcze przed wyborami. Ich wynik na nie nie wpływa, bo wybory do Senatu to zupełnie inna bajka – mówi jeden z polityków PSL. Przyznaje, że jeszcze nie było sytuacji, w której kto inny ma większość w Sejmie, a kto inny w Senacie, ale jego zdaniem trzeba próbować nowych taktyk. – PiS ma paradoksalnie problem. Na te wybory zmobilizował wszystkich, kogo był w stanie. Partia wycisnęła elektorat jak cytrynę. Nie jest też w stanie nic więcej obiecać. A po stronie opozycji są rezerwy – mamy wyborców, którzy teraz z różnych względów nie głosowali. I naszym zadaniem jest ich zmobilizowanie – ocenia nasz rozmówca z PSL.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.