Młodzi rozczarowani brakiem konkretów. Partie mogą stracić za bezmyślną promocję UE

wybory do europarlamentu PE
wybory do europarlamentu PEShutterStock
23 maja 2019

Zamiast kampanii wyborczej partie zaserwowały społeczeństwu bezbarwną promocję Unii Europejskiej. Mogą za to zapłacić utratą głosów.

Podczas konferencji na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie moderator zapytał licznie przybyłych studentów, czy są za utworzeniem Stanów Zjednoczonych Europy. Sala odpowiedziała gromkim aplauzem. Następnie padło pytanie o wspólną europejską armię – odzew był zdecydowanie mniejszy, i o wspólny budżet unijny – ponownie oklaski wypełniły salę. Entuzjazm zaczął szybko opadać, gdy głos oddano kandydatom niemieckich partii do Parlamentu Europejskiego. Zamiast sporów o przyszłość Europy, uczestnicy usłyszeli serię bardzo zbliżonych do siebie odpowiedzi.

Brak ostrych linii podziałów był problemem na dziesiątkach podobnych wydarzeń. Cały polityczny mainstream w Niemczech opowiada się konsekwentnie za dalszą integracją UE. Postulat, że Europa powinna być bardziej „socjalna”, trafił na plakaty zarówno socjaldemokratów z SPD, Partii Zielonych, jak i twardej lewicy z Die Linke. Hasło, że Unia Europejska to pokojowy projekt chroniący kontynent przed wojną, trafiło na billboardy i Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), i Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD). Przy braku większych różnic to, co odbyło się na ulicach niemieckich miast, przypominało raczej pozbawioną konkretów akcję promocyjną Unii Europejskiej, a nie polityczną walkę na programy i wizje UE.

Nawet główni kandydaci pozostają bliżej nieznani niemieckiemu społeczeństwu. Najbardziej rozpoznawalna jest Katarina Barley z SPD, która w rządzie Angeli Merkel sprawuje funkcję ministra sprawiedliwości. Ale nawet ją kojarzy tylko ok. 30 proc. Niemców. Topowi politycy w kraju nie garną się do Brukseli. Niemiecki parlament oferuje nie tylko sprawczość polityczną, ale i większe zarobki. Posłowie Bundestagu zarabiają powyżej 10 tys. euro, o ponad tysiąc więcej niż ich koledzy w PE.

Główną różnicę programową pomiędzy partiami lewicowymi a chadecją i liberałami sprowadzić można do poparcia tych pierwszych dla propozycji francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona. W ich kampaniach podkreślano potrzebę integracji strefy euro oraz „europeizowania” polityki socjalnej państw UE.

Przeciwko transferowaniu pieniędzy niemieckich podatników na biedniejsze południe Wspólnoty sprzeciwiają się w dużej mierze liberalni gospodarczo politycy CDU. Ale i wśród partii kanclerz Merkel nie brakuje pomysłów, które sfery wymagają bliższej współpracy. – Sprawy energetyki, ochrony środowiska, ale także ochrona konsumenta i wspólne badania potrzebują wsparcia na poziomie unijnym – mówi w rozmowie z DGP Agata Reichel-Tomczak. Polka urodzona w Gliwicach mieszka od 10 lat w Dreźnie, skąd kandyduje do Parlamentu Europejskiego z list CDU. – Dlaczego każdy kraj musi osobno wydawać środki na kwestie związane z obronnością? – pyta retorycznie, wskazując na kolejny punkt europejskiego programu chadecji.

Impulsem do startu w wyborach była dla Reichel-Tomczak rosnąca, w szczególności na wschodzie Niemiec, popularność populistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD). – Pomyślałam, że nie mogę dłużej tolerować, że oni wygadują kłamstwa, a my nie potrafimy się przeciwko temu bronić – mówi kandydatka CDU. AfD od powstania w 2013 r. oparła swój program na krytyce UE i waluty euro. Najwięcej zwolenników zdobyła jednak w trakcie kryzysu migracyjnego, krytykując politykę otwartych granic Angeli Merkel. W ostatnich dwóch latach liczba wnioskujących w Niemczech o azyl znacznie się zmniejszyła, a samo CDU zaostrzyło politykę migracyjną. Pozbawiona paliwa Alternatywa od długiego czasu krąży w sondażach wokół 10 proc. Jej aktualne postulaty likwidacji Parlamentu Europejskiego i powrotu do waluty narodowej nie znajdują większego poklasku w społeczeństwie.

Ciekawiej zrobiło się dopiero na ostatniej prostej kampanii. CDU i SPD muszą bowiem odpierać zmasowaną krytykę, ale nie ze strony politycznych przeciwników, a najmłodszych wyborców. Już jutro odbędzie się kolejna edycja demonstracji „Fridays For Future”. Nawet ponad sto tysięcy młodych ludzi w 200 miastach opuści zajęcia szkolne, aby domagać się od polityków większego zaangażowania w walkę ze zmianami klimatycznymi. Uczestnicy o zaniechania oskarżają gabinet Angeli Merkel. Podobne zarzuty sformułował wobec rządzącej koalicji popularny youtuber Rezo. Gwiazda najmłodszego pokolenia niemal godzinne nagranie kończy apelem, aby nie głosować na CDU i SPD. Filmik w ciągu niespełna tygodnia miał na YouTube 3,5 mln wyświetleń. Sondaże wskazują, że obie partie mogą w niedzielę zanotować wyniki o 10 proc. gorsze niż pięć lat temu. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.