Nie jest dobrze, gdy support, który ma rozgrzać publiczność przed występem prawdziwej gwiazdy wieczoru, ją przyćmiewa. Gorzej, gdy odwraca uwagę nie treścią, ale gębą, którą treści przez niego artykułowanej przyprawia się w sposób dość prymitywny. Wydarzeniem majówki – przynajmniej dla tych, którzy nie zamierzali odpocząć od polityki – miał być wykład przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska.
Data jego wygłoszenia symboliczna, bo 3 maja, a prelegent wagi ciężkiej, bo w dzisiejszych kręgach opozycyjnych wielu jest zwolenników tezy „bez Tuska nie pokonamy PiS”. Dlatego z mesjańską otoczką, celebryckim blaskiem i nieskrywanym uwielbieniem opozycja czekała na wystąpienie byłego premiera. Już kilka godzin po nim jednak dyskusja o tym, co wydarzyło się na Uniwersytecie Warszawskim, skoncentrowała się na świni, a nie na wystąpieniu Tuska.
Zanim przewodniczący zabrał głos, atmosferę miał podgrzać Leszek Jażdżewski, redaktor naczelny „Liberté!”. Udało mu się do tego stopnia, że nie dyskutujemy o odpowiedzialności konstytucyjnej i za konstytucję w Polsce czy wyzwaniach globalnych, jak ochrona klimatu, redukcja zużycia plastiku i hegemonia gigantów technologicznych. Udało mu się przypadkowo, bo podłożono mu świnię. Poszło o słowa, że „rywalizacja na inwektywy i na negatywne emocje z nimi nie ma sensu, dlatego że po kilku godzinach zapasów ze świnią w błocie orientujesz się, że świnia to lubi – trzeba zmienić zasady gry”.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.