Właściwie nie wiadomo, dlaczego PiS postawił na takie, a nie inne obietnice wyborcze. Nie stoi za nimi żadna głębsza analiza, badanie czy sens. Kosztują dużo, ale wydawanie nie jest dla polityków trudnym wyzwaniem, nawet jeśli idzie o miliardy. Szczególnie że to nie są miliardy należące do polityków i jeszcze żaden z nich nie został ukarany za bezmyślne rozdysponowanie publicznych środków. Jeszcze jedna kadencja PiS i może prokurator generalny, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro na to wpadnie, ale na razie się nie zanosi.
W redystrybucji nie ma nic złego. Odpowiednio przeprowadzana wystawia jak najlepsze świadectwo polityce społeczno-gospodarczej i świadczy o postępie cywilizacyjnym. Jednak obserwując konstrukt wyborczo-korupcyjny pod nazwą piątka Kaczyńskiego, trudno nie odnieść wrażenia, że albo jesteśmy już społeczeństwem niezwykle zamożnym, gaz łupkowy wypełnia dochodami specjalny fundusz dobrobytu, z którego będziemy czerpali pełnymi garściami, albo rządzących nic już nie ogranicza w „kupowaniu” sobie głosów.
Najjaskrawszym dowodem takiego „zakupu” 9,5 mln głosów jest 13. emerytura. Jest to jednocześnie najgłupsza ze złożonych obietnic, chociaż konkurencja była duża i zerowy PIT dla młodych do 26. roku życia przegrywa tylko o psi pazur. Głupota – nie bójmy się tego słowa – najlepiej objawia się w tym, że nikt nie potrafi przekonująco wytłumaczyć, dlaczego emeryci mają dostać jednorazowy dodatek pieniężny w wysokości minimalnej emerytury, dlaczego dzieje się to tak nagle i co politycy chcą tym przelewem osiągnąć oprócz zmotywowania seniorów do stawienia się przy urnach podczas majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.