Partie we Francji chcą wykorzystać potencjał "żółtych kamizelek" w wyborach do PE; według sondaży lista stworzona przez ten ruch miałaby szanse na 8 proc. głosów. Ugrupowanie Patriotów chce nawet opatentować markę "Żółte Kamizelki" - podają francuskie media.
Reklama

O poparcie w wyborach do Parlamentu Europejskiego, lub nawet utworzenie wspólnych list z ruchem "żółtych kamizelek", zabiega skrajna prawica, jak i skrajna lewica: Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen (dawny Front Narodowy), Patrioci - ultraprawicowa formacja założona przez byłego zastępcę Le Pen Floriana Philippot, populistyczna Francja Nieujarzmiona czy Komunistyczna Partia Francji - pisze w czwartek tygodnik "L'Obs".

Według dziennika finansowego "Les Echos" największe szanse na przyciągnięcie "żółtych kamizelek" i ich zwolenników ma Zjednoczenie Narodowe (RN), które w sondażach już teraz ma najwięcej głosów poparcia przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Z sondażu Ifop wynika, że na ugrupowanie Marine Le Pen chce głosować 24 proc. Francuzów, podczas gdy rządzącą partię LREM ma zamiar poprzeć 18 proc. respondentów.

Patrioci, nacjonalistyczna i eurosceptyczna partia założona przez Philippot we wrześniu 2017 roku, złożyła wniosek w urzędzie patentowym w nadziei na zarejestrowanie znaku "Żółte Kamizelki". "To środki ostrożności przed (wyborami) europejskimi. Nasz program jest w 100 proc. kompatybilny z żądaniami "żółtych kamizelek", możemy stworzyć listę "Żółtych Kamizelek", albo z "żółtymi kamizelkami" - powiedział bliski współpracownik Philippot Joffrey Bollee.

Francuski urząd patentowy INPI nie wydał jeszcze decyzji w sprawie rejestracji takiego znaku towarowego - podaje "Les Echos".

Sam Philippot mówi w wywiadach, że - jak cytuje "L'Obs" - program zwolenników ruchu to nie jest coś, "co przyszło mu do głowy trzy tygodnie temu", ponieważ jego zamiarem było nadać dawno temu taki profil polityczny Frontowi Narodowemu.

Sekretarz krajowy Komunistycznej Partii Francji (PCF) Fabien Roussel zaapelował do członków ruchu, by stworzyli "otwartą listę" do PE, wspieraną przez jego partię. Inny przedstawiciel PCF, Ian Brossat, powiedział w wywiadzie: "Niech ta Francja ludzi pracy, którzy wiele wyrazili w ostatnich tygodniach, znajdzie swoje miejsce na naszej liście w wyborach europejskich" - pisze "L'Obs".

Kandydatka Francji Nieujarzmionej na europosłankę, Manon Aubry, ogłosiła, że jej partia "ma już +żółte kamizelki+ w swych szeregach". Przywódca tej formacji Jean-Luc Melenchon ogłosił, że "trzy czwarte żądań +żółtych kamizelek+ znajdują się w programie" jego partii.

"Żółte kamizelki" rozpoczęły protesty w całej Francji 17 listopada, początkowo przeciwko wciąż rosnącym kosztom utrzymania oraz podwyżce podatku paliwowego, z której ostatecznie rząd się wycofał; z czasem manifestanci zaczęli domagać się m.in. zmian w polityce społecznej czy ustąpienia prezydenta Francji Emmanuela Macrona. W Paryżu w kilka weekendów protesty przeradzały się w gwałtowne zamieszki.

Po wystąpieniu prezydenta, który obiecał podjąć kroki mające poprawić sytuację materialną gorzej sytuowanych Francuzów, protesty częściowo ucichły.