Politycy PiS uznają wstępny wynik ponad 32 procent i pierwsze miejsce w 9 sejmikach za swoje zwycięstwo. Formalnie tak oczywiście jest. Jednak to jego liderzy zmienili te wybory w plebiscyt : za czy przeciw „dobrej zmianie”, za czy przeciw polityce rządowej. A skoro tak, nasuwa się porównanie tych wyników nie z samorządowymi sprzed czterech lat, kiedy PiS był w opozycji, a z parlamentarnymi sprzed lat trzech. Mamy do czynienia z regresem, z zatrzymaniem partii władzy wypowiadającej się ze swadą w imieniu narodu.

Na dokładkę pierwszeństwo w wielu województwach, choć jest nową jakością, może się okazać czysto symboliczne. W ogromnej większości sejmików będzie prawdopodobnie nadal rządzić wypróbowana koalicja PO-PSL. Taki jest urok demokracji, niemniej brak większości bezwzględnej boleśnie przypomina o ograniczonej naturze pisowskiego mandatu. Ciężej się będzie teraz powoływać na reprezentowanie „suwerena”.
Dochodzi do tego spektakularne zwycięstwo opozycji w wielkich miastach, najbardziej spodziewane, ale jednak nie w tej skali. Lekcja warszawska czy łódzka uderza po oczach. Pierwszą społeczno-polityczną konsekwencją tych wyborów jest wzmocnienie stanu równowagi. Silne instytucje takie jak dzielące spore sumy sejmiki czy urzędy miejskie w największych metropoliach są niezależne od władzy centralnej, za to ze świeżym mandatem.

Oby nie umocniło to w rządzie pokusy do odbierania samorządom kolejnych kompetencji i ręcznego sterowania z Warszawy wszystkim. Premier Morawiecki podczas kampanii zaprzeczał takim tendencjom. Ale w przeszłości parlament kilka razy rozszerzał już uprawnienia administracji rządowej. Nawet ostatnio w Sejmie pojawił się pomysł obdarzenia ministra kultury prawem wetowania konkursów na dyrektorów teatrów przeprowadzanych na szczeblu samorządowym. Taka pełzająca centralizacja może, ale przecież nie musi natknąć się na weto prezydenta. Zwłaszcza jeśli z kolei same samorządy ulegną pokusie jakichś antyrządowych gestów. Przy dużych politycznych emocjach i perspektywie kolejnych kampanii, jest to możliwe.