Nauczyciele, policjanci, rolnicy – to tylko początek długiej kolejki tych, którzy wierzą, że to dobry moment, by zmusić rząd do załatwienia nierozwiązanych od lat problemów.
Na miesiąc przed wyborami samorządowymi związki zawodowe zapowiedziały demonstracje w stolicy. Głównym motywem są pieniądze – tych domagają się od rządu pracownicy budżetówki, rolnicy i nauczyciele. A na horyzoncie już widać kolejne protesty – w październiku mają je organizować np. ratownicy medyczni. Protestujący liczą na to, że władze krajowe przychylą się do ich postulatów, by pomóc swoim w wyścigu o fotele samorządowców. Nie jest jednak oczywiste, czy tak się stanie.
22 września do Warszawy przyjadą pracownicy budżetówki, którzy mają dość zamrożonych od 2010 r. płac. Będą domagać się podniesienia pensji do połowy przeciętnego wynagrodzenia i wyłączenia z tej kwoty wszystkich dodatków. – Dziś duża część sfery budżetowej pracuje za minimalną stawkę. Dochodzi więc do tego, że pracownicy zarabiają mniej, niż wynosi wsparcie socjalne, które otrzymują ci, którzy często nie chcą pracować – mówi Barbara Popielarz, wiceprzewodnicząca OPZZ.