W Brukseli doszło do spotkania kilkunastu państw, nie był to nieformalny szczyt - uważa szef kancelarii premiera Michał Dworczyk. Podkreślił, że Polska przedstawi swoje stanowisko ws. migracji na oficjalnym szczycie, który odbędzie się w najbliższy czwartek i piątek.
Reklama

Dworczyk pytany był w poniedziałek w Poranku Rozgłośni Katolickich "Siódma9" o miniszczyt, który odbył się w niedzielę w Brukseli. Przywódcy kilkunastu państw unijnych rozmawiali o dzielącym UE od lat problemie migracji.

"To nie był żaden nieformalny szczyt, to było spotkanie kilkunastu państw, które miało na celu odgrzanie starego tematu, tematu, który został odrzucony przez kraje unijne, czyli przymusowej relokacji" - powiedział szef KPRM. Przypomniał, że Polska od 2015 r. jednoznacznie odrzuca kwestię przymusowej relokacji i jest zwolennikiem pomocy na miejscu.

Na uwagę, że być może warto, by takie stanowisko usłyszeli prezydent Francji Emmanuel Macron czy kanclerz Niemiec Angela Merkel, Dworczyk podkreślił, że te osoby "znają polskie stanowisko, znają stanowisko regionu".

"I tak naprawdę trudno oprzeć się wrażeniu, że to spotkanie było pewnym fortelem, ponieważ było organizowane w dosyć niejasnej formule w ostatniej chwili. Na dodatek kilka dni wcześniej wypłynął dokument, z którego jednoznacznie można było wyczytać, że właśnie celem tego spotkania, wnioski, które mają być po tym spotkaniu wyciągnięte, to jest właśnie powrót do przymusowej relokacji" - mówił minister.

"Pod koniec tego tygodnia, w czwartek i w piątek, w Brukseli, w miejscu, gdzie rzeczywiście powinny zapadać decyzje - a nie w ramach jakichś niejasnych inicjatyw - rząd polski będzie prezentował swoje stanowisko" - zapowiedział Dworczyk. Jego zdaniem warto działać w sposób "transparentny" i "jasny".

Niedzielne spotkanie 16 przywódców krajów UE nie przyniosło konkretnego rozwiązania problemu migracji. Liderzy nie przyjęli deklaracji końcowej. Włochy przedstawiły swój plan m.in. w sprawie podziału migrantów; Niemcy chcą porozumień w mniejszych grupach.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel podkreśliła w krótkim oświadczeniu dla mediów po miniszczycie, że widziała na nim "dużo dobrej woli", a także, poza dzielącymi państwa różnicami, wiele wspólnego w podejściu. "Wszyscy zgodziliśmy się, że chcemy zmniejszać nielegalną migrację, że chcemy strzec naszych granic i że wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni. Nie może być tak, że jedni mierzą się tylko z migracją pierwotną, a inni tylko z migracją wtórną" - podkreślała niemiecka kanclerz.

Premier Włoch Giuseppe Conte napisał na Twitterze, że jest zadowolony ze spotkania. "Skierowaliśmy debatę, która się toczy, we właściwą stronę" - podkreślił. Włochy przedstawiły przed spotkaniem dokument, w którym wzywają m.in. do tego, by kraje UE podzieliły się migrantami ekonomicznymi napływającymi do UE. Te, które by odmówiły, musiałyby się liczyć z obcięciem funduszy UE.

Źródła unijne zbliżone do spotkania relacjonowały, że podczas miniszczytu Conte nie był tak radykalny, dlatego jego propozycje były przyjmowane przychylnie. Jeden z urzędników KE ocenił, że włoska propozycja jest w 85 proc. zbieżna z pomysłami, które sama Komisja realizuje lub opracowuje. Inne źródło pytane o podział migrantów ekonomicznych, jaki chciałby realizować Conte, stwierdziło: "Nie ma na to szans".

Migracja pierwotna dotyczy osób przybywających do granic zewnętrznych UE, głównie z Afryki do Włoch, natomiast wtórna dotyczy przepływów migracyjnych z jednego kraju unijnego do drugiego i jest największym problemem Niemiec. Berlin wydaje się pogodzony z tym, że przynajmniej na razie nie ma mowy o jednolitym podejściu całej UE do problemu. Szefowa niemieckiego rządu chce w najbliższych dniach pracować z poszczególnymi krajami nad wypracowaniem dwustronnych i trójstronnych porozumień w tej kwestii.

Migracja ma być jednym z głównych tematów właściwego szczytu UE, który odbędzie się w czwartek i piątek w Brukseli.