Giuseppe Conte krytykuje unijną politykę budżetową i imigracyjną.
Po trzech miesiącach powyborczego kryzysu politycznego premierem Włoch został 53-letni profesor prawa Giuseppe Conte, przedstawiciel antyestablishmentowego Ruchu Pięciu Gwiazd (M5S), człowiek bez większego doświadczenia politycznego. Koalicyjnym partnerem będzie prawicowa Liga, dawniej domagająca się niepodległości Padanii, północnej, najlepiej rozwiniętej części Włoch.
Reklama
To pierwszy raz w powojennej historii Starego Kontynentu, gdy ruch uznawany za populistyczny sięga po władzę nad dużym państwem zachodnioeuropejskim. Negocjacje koalicyjne toczyły się do ostatniej chwili, a oba stronnictwa – jak komentuje część obserwatorów – zakończyły je sukcesem tylko po to, by uniknąć ponownych wyborów i przełożenia się politycznego pata na rynki finansowe. W piątek Conte został zaprzysiężony na szefa rządu. Choć gabinet musi być w tym tygodniu zatwierdzony przez parlament, powinna to być czysta formalność. Oba ugrupowania dysponują w nim solidną większością.

Reklama
Conte nie należy do partyjnych liderów, co wpisuje się w modny ostatnio europejski trend. Szefowie rządów nie należą do najważniejszych postaci w swoich obozach politycznych także na Litwie, w Mołdawii, Polsce, Rumunii, Serbii czy na Słowacji. Szef M5S Luigi Di Maio wszedł jednak do gabinetu jako minister pracy i przemysłu, zaś kierujący Ligą Matteo Salvini przejął MSW. Obaj będą czuwać nad pracami gabinetu z foteli wicepremierów.
Antyestablishmentowe i antyimigranckie nastroje dojrzewały we Włoszech od lat. Gra na nich pozwoliła M5S i Lidze wygrać wybory parlamentarne. Państwo jest pogrążone w gospodarczej stagnacji, uskarża się na wysokie bezrobocie i przekraczający 130 proc. PKB dług publiczny, a nastroje społeczne pogorszył jeszcze niedawny kryzys migracyjny. Dlatego od pewnego czasu rosły obawy, że Włochy staną się kolejnym „chorym człowiekiem Europy”, a przedłużające się rokowania nad obsadą nowego rządu wpłyną negatywnie na kondycję ekonomiczną całej strefy euro.
Tym bardziej że prezydent Sergio Mattarella niemal wysadził w powietrze porozumienie M5S i Ligi, odmawiając powołania na stanowisko ministra gospodarki i finansów Paula Savony, zwolennika przygotowania planu opuszczenia przez Włochy strefy euro. Według zwolenników obu ugrupowań szef państwa przekroczył w ten sposób swoje konstytucyjne uprawnienia. Przebąkiwano nawet o impeachmencie Mattarelli, choć przeprowadzenie procedury byłoby politycznie karkołomne. Ostatecznie zawarto kompromis. Savona został ministrem... ds. europejskich.
Rząd o wyjście z Eurolandu raczej się nie postara, ponieważ sondaże dają przygniatającą przewagę przeciwnikom powrotu do lira. Ale w innych sprawach można oczekiwać tarć w relacjach z Brukselą i Berlinem. Nie tylko dlatego, że Savona wciąż będzie mieć wiele do powiedzenia w relacjach z unijnymi stolicami. Ale i ze względu na to, że Giovanni Tria, który przejął resort gospodarki i finansów, także wzywa do zmiany wspólnotowych reguł budżetowych. Jest też krytykiem niemieckiej polityki utrzymywania znacznej nadwyżki handlowej.
Rząd Contego może też dołączyć do grona gabinetów skłonnych do ocieplenia relacji z Rosją. Zwłaszcza lider Ligi jest znany ze swoich prokremlowskich komentarzy. – Żylibyśmy lepiej, gdybyśmy mieli we Włoszech Putina – mówił, a jego partia podpisała porozumienie o współpracy z kremlowskim ugrupowaniem Jedna Rosja. Salvini zaszokował też w 2014 r. swoją wizytą w Korei Północnej, komentarzami, że nie ma tam „Cyganów ani nielegalnych imigrantów”, i pochwałami północnokoreańskiego „ducha wspólnoty”.