Jeśli mierzyć zapał do reform retoryką i liczbą dokumentów programowych, to Unia jest najbardziej reformatorską organizacją na świecie. Począwszy od deklaracji bratysławskiej, przez euforię z okazji 60-lecia wspólnot europejskich i wydane wówczas przez Komisję szkice dotyczące przyszłości UE, aż po przyznanie Nagrody Karola Wielkiego Emmanuelowi Macronowi za ambicję reformowania Unii – przez ostatnie dwa lata o przyszłości Wspólnoty wiele powiedziano i napisano. Problem polega na tym, że praktyka nie nadąża w tym względzie za teorią.
Dzieje się tak z wielu przyczyn. Podstawowa jest taka, że rozmowę o przyszłości często odkłada się w Unii na później, bo zawsze wyskakuje „coś innego”, co odwraca uwagę i wymaga natychmiastowego rozwiązania. Najczęściej jakiś kryzys.
A więc ponad dekadę temu, kiedy Unia zastanawiała się, co dalej po największym rozszerzeniu w historii, wybuchł globalny kryzys finansowy i trzeba było ratować banki. Kiedy sytuacja z bankami była mniej więcej ogarnięta, trzeba było ratować całe państwa. Kiedy zbailoutowano już wszystkich potrzebujących, w oczy Europejczykom zajrzał kryzys wzrostu i obawa, że gospodarki na Starym Kontynencie nigdy już nie ruszą z kopyta. Jakby tego było mało, jednocześnie wybuchł kryzys migracyjny, a przy okazji Brytyjczycy podjęli decyzję o opuszczeniu Unii.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.