Dla zwolenników Trumpa zapowiedź tego spotkania to dowód na to, że muskularna polityka zagraniczna prezydenta połączona z odrobiną szaleństwa przynosi dobre rezultaty. Eksperci są innego zdania i ostrzegają, że prezydent nie jest - ze względów charakterologicznych - właściwym człowiekiem do podjęcia negocjacji z "dobrze przygotowanym północnokoreańskim reżimem". Trzeci obóz zaleca podjęcie bardzo ostrożnych rozmów, ponieważ Pjongjang poczuł się zapewne na tyle silny, że w zamian za zamrożenie programu zbrojeń będzie chciał "wypchnąć amerykańskie siły (zbrojne) z regionu" - pisze brytyjski tygodnik.

"Każdy z tych obozów ma trochę racji" - ocenia "Economist".

Rzeczywiście, jak dotąd, po wielu rundach negocjacji z reżimem, Zachód nie zdołał zmusić go do rezygnacji z programu nuklearnego, a co najwyżej wpłynął na jego spowolnienie - przypomina tygodnik. "Teraz Ameryka stawia na pogróżki i chaos", co może być adekwatną odpowiedzią na zachowania reżimu, który również grał kartą "nieobliczalności przez bardzo długi czas".

Reklama

"Jednak obóz sceptyków ma również rację, obawiając się, że Trump (...), którego nudzą briefingi i który gardzi sojuszami, zostanie ograny jak skrzypce" - kontynuuje "Economist".

Ekspert Instytutu Studiów Międzynarodowych Middlebury w Kalifornii Jeffrey Lewis tak skomentował plany spotkania Trumpa z Kimem: "Korea Północna od ponad 20 lat zabiegała o szczyt z prezydentem USA. Był to literalnie cel polityczny najwyższej rangi Pjongjangu, odkąd Kim Dzong Il zaprosił Billa Clintona" - cytuje tygodnik.

"Zastanawiam się, czy +pomocnicy+ Trumpa mu to wyjaśnili. Czy też, traktując go jak małe dziecko, pozwolili mu uwierzyć, że ta oferta (reżimu) to coś niezwykłego. A może Trump sądzi, że tylko on może pojechać do Pjongjangu?" - dodał Lewis.

Zdaniem tygodnika, nie napawa optymizmem fakt, że administracja Trumpa nie ma ekspertów od Korei Północnej i do tej pory nie obsadziła nawet stanowiska ambasadora w Seulu.

Trzeci obóz - którego przedstawicielem jest były Dyrektor Wywiadu USA James Clapper - ostrożnie zaleca podjęcie rozmów z Kimem.

"Doradziłbym coś, co nie przychodzi łatwo Donaldowi Trumpowi, to znaczy słuchanie" - mówi Clapper.

"Economist" wyjaśnia, że były szef wywiadu jest wprawdzie przekonany, że Pjongjang zamierza wymusić daleko idące ustępstwa, obliczone na wypychanie Amerykanów z Azji, ale uważa, że należy dzięki spotkaniu Trumpa z Kimem starannie wysondować grunt.

"Jednak sojusznicy (USA) mają powody do zmartwień. Trump może mieć na myśli bardziej ambitne plany niż słuchanie (...). I aby osiągnąć szybkie zwycięstwo, Trump (...) od dawna skłonny był obiecać wszystko - zwłaszcza jeśli ktoś inny zapłaci cenę za porażkę" - konkluduje tygodnik. (PAP)

fit/ mc/