Przed rozpoczęciem XXIII Zimowych Igrzyska Olimpijskich Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, zapowiadał, że z Korei nasi reprezentanci przywiozą dwa medale. Zatem plan został wykonany w stu procentach. Jeśli ktoś liczył na więcej, to były to marzenia ściętej głowy. W kraju, w którym zimy są coraz krótsze i z małą ilością śniegu, dyscypliny są niedofinansowane, gdzie baza sportowa praktycznie nie istnieje, a dzieci i młodzież nie garną się do uprawiania zimowych sportów, nie można oczekiwać sukcesów.





– Nie ma sensu mówić o katastrofie, bo medalowy wynik odpowiada naszej sile. Zamiast szukać teraz winnych, trzeba się zastanowić co dalej – podkreśla Mariusz Czerkawski. Były reprezentant Polski w hokeju na lodzie nie ma gotowej recepty na sukces. – Nie oczekujmy, że sytuacja szybko ulegnie poprawie. Potrzebujemy dobrego planu, czasu i pieniędzy na jego realizację. Sukcesy na pewno nie przyjdą za cztery lata w Pekinie – zaznacza były gwiazdor New York Islanders.
Jak zapewnia Witold Bańka, minister sportu, środków finansowych nie zabraknie. Pomysł na poprawę sytuacji wyłania się z jego słów: – Nie jesteśmy potęgą w sportach zimowych. Trzeba postawić na te dyscypliny, które dobrze rokują.
Reklama
W tym miejscu szef resortu sportu i turystyki podaje przykład Holandii i sukcesów reprezentantów tego kraju w Pjongczangu w łyżwiarstwie szybkim. – Oni zespołu skoczków narciarskich przecież nie mają – podkreśla Bańka.
I ciężko się z nim nie zgodzić. Skoro nie mamy nawet jednego toru bobslejowego, to pieniądze inwestowane w tę dyscyplinę wydają się wyrzucone w błoto. Podobnie sytuacja ma się z narciarstwem alpejskim. – Może faktycznie lepiej skupić się na tym, w czym jesteśmy dobrzy. Lepiej być potęgą w dwóch, trzech dyscyplinach niż w 10 przeciętnym – zastanawia się Czerkawski.
Na co postawić oprócz skoków narciarskich, w których od lat należymy do najlepszych? – Ja chyba skupiłbym się na tych dyscyplinach, które można uprawiać pod dachem, bo naturalne warunki do uprawiania sportów zimowych w Polsce nie są sprzyjające dla wyczynowców – radzi były hokeista ligi NHL.