Początek igrzysk pechowy dla Polaków. Dalej nie musi być lepiej

Skoczkowie
SkoczkowiePAP/EPA / FILIP SINGER
12 lutego 2018

Wiatr zepchnął naszych skoczków narciarskich na czwarte, piąte i dalsze miejsca w rywalizacji na normalnej skoczni. Jeśli nie poszczęści się im w dwóch pozostałych konkursach, to szanse na zdobycie przez Polaków choćby jednego olimpijskiego medalu spadną praktycznie do zera.

3250608-luiza-zlotkowska.jpg
Luiza Złotkowska

W piątek prezydent Korei Południowej Mun Dze In otworzył XXIII Zimowe Igrzyska Olimpijskie. W Pjongczangu wystartuje blisko 3 tys. sportowców z 92 krajów, którzy do 25 lutego będą walczyć o 306 medali (102 komplety) w 17 dyscyplinach. Reprezentacja Polski jest najliczniejsza w historii – liczy 62 zawodników. Ale oczekiwania ma skromne.

– Sześć medali w Vancouver i Soczi to były wyniki ponad stan. Nie jesteśmy potęgą w sportach zimowych – przyznaje otwarcie minister sportu i turystyki Witold Bańka. Nie ma powodów do optymizmu, bo faworytami do podium jesteśmy tylko w skokach narciarskich. A raczej byliśmy nimi do minionej soboty.

Podczas konkursu na normalnej skoczni karty rozdawał wiatr. Po pierwszej serii prowadził Stefan Hula. Stoch był drugi. W drugiej próbie pogoda spłatała Polakom figla. Z ponad 20 czołowych zawodników lider pucharu świata trafił na najsłabsze podmuchy. Ostatecznie Hula i Stoch znaleźli się tuż za podium. – Jestem rozczarowany, ale na temat słuszności przeprowadzenia zawodów w taką pogodę i postawy sędziów nie będę się wypowiadał. Nie chcę o tym dyskutować – uciął temat Stoch.

Przed skoczkami jeszcze dwie medalowe szanse. Najpierw rywalizować będą w drugim konkursie indywidualnym na dużym obiekcie, a potem w drużynowym. Prognozy pogody jednak nie pozwalają biało-czerwonym spokojnie oczekiwać na start. W kolejnych dniach też ma silnie wiać. W takich warunkach konkursy to loteria.

Bańka nie jest hurraoptymistą, ale przestrzega przed skreślaniem szans innych polskich olimpijczyków. – Liczymy na Justynę Kowalczyk. Miejmy nadzieję, że będą także niespodzianki – mówi.

Niestety rzeczywistych przesłanek, które pozwalałyby myśleć o medalach, nie ma. Oczywiście sport jest nieprzewidywaly, ale....

Kowalczyk musi wygrać z własnymi słabościami

Jeszcze kilka lat temu byłaby murowaną faworytką do medali. Niestety, najbardziej utytułowana w historii polska biegaczka narciarska najlepsze lata ma za sobą. Pięciokrotna medalistka olimpijska po kłopotach ze zdrowiem fizycznym (kontuzje) i psychicznych (depresja) jest daleko od szczytowej formy. Pierwszej medalowej szansy w Pjongczangu już nie wykorzystała. W sobotę w biegu łączonym 2 x 7,5 km zajęła 17. miejsce. – To nie jest szczyt moich marzeń, ale jednocześnie też nie jest najgorzej – komentowała na mecie.

3250624-mateusz-sochowicz.jpg
Mateusz Sochowicz

Nasza mistrzyni największe nadzieje wiąże z „klasykiem” na dystansie 30 km, w którym triumfowała osiem lat temu w Vancouver. Ten jednak odbędzie się dopiero 25 lutego. To ciężki bieg. Justyna jest mocna, więc można mieć nadzieję. Ale czy na medal? Nie wiem – podsumował Józef Łuszczek, mistrz świata w biegach narciarskich z 1978 r.

Wcześniej, bo już jutro, Kowalczyk pobiegnie w sprincie. Jej szanse na medal wzrosły po tym, jak ze startu w tej konkurencji wycofała się Marit Bjorgen.

Nie trafić kulą w płot...

Czarnym koniem polskiej ekipy w Pjongczangu raczej nie będą biatlonistki. W pierwszym dniu igrzysk kompletnie nie poradziły sobie w sprincie na 7,5 km. Swoje szanse pogrzebały na strzelnicy. Najmniej pudeł zaliczyła Krystyna Guzik – pomyliła się tylko raz, ale ona akurat nie zachwyciła w biegu, dlatego zajęła dopiero 28. lokatę. Dwie karne rundy biegać musiała Weronika Nowakowska, co dało jej 34. miejsce. Po trzy niecelne strzały miały Monika Hojnisz (45. pozycja) i Magdalena Gwizdoń (skończyła dopiero 56.). Czy wobec tego możemy liczyć na jakąś niespodziankę w kolejnych startach? – Nie można mówić o podium, gdy zalicza się tyle niecelnych strzałów – grzmi Stanisław Łukaszczyk, medalista MŚ w sztafecie.

O niespodzianki na dwóch poprzednich olimpiadach zimowych postarała się drużyna polskich łyżwiarek szybkich. Nieoczekiwanie z brązem wróciły z Vancouver, a później ze srebrem z Soczi. Być może ta sztuka uda im się po raz trzeci z rzędu. Za to na olimpijski hattrick nie ma co liczyć w przypadku Zbigniewa Bródki. Panczenista, który cztery lata temu w Rosji zdobył dwa medale, znacznie obniżył loty i nigdy nie wrócił do formy z ostatnich igrzysk. Powtórzenie sukcesów wydaje się mało realne, tym bardziej że Polaka prześladowała w tym sezonie kontuzja mięśnia uda.

Duch w narodzie nie gaśnie

Choć medalowe prognozy w Pjongczangu trudno nazwać optymistycznymi, to z nastrojami kibiców jest zupełnie odwrotnie. Według sondażu CBOS dziewięciu na dziesięciu dorosłych Polaków sądzi, że w Korei nasi sportowcy staną na podium. Tylko jeden na stu badanych uważa, że nasza reprezentacja wróci do kraju bez żadnego medalu. Oby ci pierwsi mieli rację.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.