„Nikkei Asian Review” podał, że pięć firm, w tym znana z krytyki byłego wojskowego rządu Birmy DVB Multimedia Group, podpisało umowę z państwowym nadawcą radiowo-telewizyjnym. Przedsiębiorstwa będą korzystać z jego infrastruktury, ale zachowają kontrolę nad nadawanymi treściami – przekazała japońska gazeta.

Do niedawna w Birmie dostępne były tylko dwa kanały telewizyjne, kontrolowane przez ministerstwa informacji i obrony. Pierwsze programy komercyjne, realizowane m.in. poprzez partnerstwa publiczno-prywatne, pojawiły się po roku 2000, co poszerzyło wybór do sześciu głównych kanałów.

Powstanie pięciu nowych prywatnych telewizji to element rozpoczętych w roku 2011 starań o demokratyzację Birmy i jej mediów. Rządząca krajem od pięciu dekad wojskowa junta przekształciła się wówczas w cywilny rząd, a następnie w 2015 roku oddała władzę wybranej w powszechnych wyborach Narodowej Lidze na rzecz Demokracji, rządzonej przez laureatkę Pokojowej Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi.

Reklama

Choć w Birmie trwa proces demokratyzacji, władze w Naypyidaw mierzą się z coraz silniejszą krytyką społeczności międzynarodowej w związku z brutalną kampanią armii przeciwko Rohingjom oraz aresztowaniem dwóch dziennikarzy agencji Reutera, którzy badali sprawę zamordowania 10 przedstawicieli tej muzułmańskiej grupy etnicznej w stanie Rakhine.

Przetrzymywani w areszcie 31-letni Wa Lone i 27-letni Kyaw Soe Oo są oskarżeni o złamanie sięgających roku 1923 przepisów o tajemnicach państwowych, za co grozi im 14 lat więzienia. Według komentatorów aresztowanie i oskarżenie reporterów jest przykładem ograniczania wolności wypowiedzi i atakiem na odradzające się wolne media w Birmie.

W ubiegłym roku birmańskie wojsko przeprowadziło brutalną kampanię przeciwko muzułmanom Rohingja. Przed prześladowaniami do sąsiedniego Bangladeszu uciekło ponad 650 tys. przedstawicieli tej grupy. ONZ określił działania birmańskiego wojska jako „klasyczny przykład czystek etnicznych”, władze w Naypyidaw utrzymują natomiast, że była to zgodna z prawem odpowiedź na wcześniejsze ataki separatystów.

Andrzej Borowiak (PAP)