Muzyczna wojna o internet

ST
27 stycznia 2009

Marginalizacja targów MIDEM ilustruje bezprecedensowe przemiany w znaczeniu słowa "muzyka". Jej oblicze zrewolucjonizowała już wynaleziona sto lat temu fonografia. Pytanie, czy w XXI wieku całkowicie jej nie wyeliminuje - zastanawia się w DZIENNIKU Michał Mendyk.

Stali bywalcy targów zgodnie diagnozują upadek prestiżu imprezy stanowiącej - obok kultowego festiwalu filmowego - główną dewizę śródziemnomorskiego Cannes. Od dekady z programu MIDEM znikają znakomite koncerty, które zastępuje się promocyjnymi występami rzekomo wschodzących gwiazd opery, sceny klubowej oraz jazzu. Kilka z nich towarzyszyło niestety 85-letniemu Aznavourowi na wręczeniu nagrody za całokształt twórczości, która emerytowanego tytana francuskiej piosenki nobilituje niczym "Fryderyk" Kazika. Nieśmiertelny Charles pojawił się na ceremonii, ale już jego fanka Celine Dion ograniczyła się do przesłania video-pozdrowienia. Ponoć do ukrytego pod deszczowymi chmurami Cannes zawitała Britney Spears, ale na same targi jakoś nie zajrzała.

Pustką wiało w pałacu festiwalowym. Próżno było tam szukać fonograficznych gigantów, czy pierwszoligowych wytwórni niezależnych. Nie brakowało za to debiutantów oraz firm najzwyczajniej w świecie nieradzących sobie z nowoczesnymi, przede wszystkim internetowymi metodami promocji. No i ekspozycji narodowych, które więcej miały jednak wspólnego z polityką kulturalną niż fonografią jako taką. Wbrew oczekiwaniom środek ciężkości nie przesunął się wcale do działającego od dziesięciu lat wirtualnego ekwiwalentu tradycyjnych targów. MidemNet miało być odpowiedzią na proroctwa mówiące o dematerializacji fonografii w epoce google oraz iTunes. Odpowiedzią równie trafną co same proroctwa.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.