- Święta Bożego Narodzenia to właśnie ten moment, żeby stanąć w prawdzie. Przecież świętujemy narodziny Pana Jezusa, który za nas wszystkich poszedł na krzyż. A widzi pani to świętowanie? To jest świętowanie konsumpcjonizmu - mówi Katarzyna Straburzyńska psycholog, psychoterapeuta, autorka książki „Dotyk miłości”.
Reklama
Magazyn DGP / Dziennik Gazeta Prawna

Reklama
Wszystko można wymodlić?
To zależy od łaski wiary...
A nie od człowieka?
Od kilku czynników... Od naszego nastawienia, od tego, czy mamy relację z Panem Bogiem, czy jej nie mamy. Zwykle to jest tak, że jak trwoga, to do Boga, jak świat się wali, jak zaczynamy chorować, cierpieć, to zaczynamy wołać o pomoc. Ja też wołałam, a w zasadzie zawołałam, a Pan Bóg mnie usłyszał.
Raz?
Nie, więcej razy. Ale już po pierwszym razie zrozumiałam, że Pan Bóg słucha i że wyciągnął mnie z błota, w którym siedziałam po uszy. Sprawił, że jestem zdrowa, a miałam złamany kręgosłup, cudem nie został uszkodzony rdzeń, zabrakło kilku milimetrów. Miałam mieć też operację – wycięte wszystkie narządy kobiece. Zawaliło się moje życie osobiste i zawodowe. Doszłam już do takiego momentu, że nie miałam na jedzenie i rachunki. Z dobrze prosperującej firmy spadłam w zasadzie na dno.
To efekt złych decyzji, złych wyborów.
Przez 20 lat żyłam według swojego planu, opierając się na swoich wyborach i decyzjach. Miałam tysiąc różnych pomysłów na swoje życie i zobaczyłam, że one są nicością, że wychodzą tylko do pewnego momentu, a potem się wszystko zawala. Kiedy miałam 22 lata, stworzyłam firmę, i przez 6 lat dość dobrze mi szło. Bez Boga. Ale za to z wróżkami i astrologami.
Do biznesu jest potrzebny Bóg?
Tak, bo Bóg doskonale wie, co jest dla nas dobre, a co złe. Kiedy zapraszamy go do naszego życia i On jest we wszystkim, jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest tak, jak trzeba. A ja działałam tylko po ludzku.
Bardzo wygodnie na Boga zrzucić odpowiedzialność za biznes.
To nie jest zrzucanie odpowiedzialności, to jest prowadzenie biznesu, w którym jest Bóg.
Pani jest psychologiem.
Tak, jestem psychologiem. I przez 6 lat prowadziłam szkolenia, zajęcia indywidualne i grupowe, bo uwierzyłam w totalne kłamstwo, że z naszym umysłem możemy wszystko. Byłam święcie przekonana, że w naszym umyśle jest siła i tym umysłem możemy zwyciężyć wszystko, a przede wszystkim możemy swoje życie zmienić na lepsze.
Może są takie umysły, które mogą, tylko pani nie dawała rady.
Jak słyszę, że umysł jest panem naszego życia, że mocą umysłu można się wyzwolić z cierpienia, to wiem, że to jest jedno wielkie kłamstwo. Umysłem możemy zmienić nasze życie, nasze finanse, naszą pracę – ja tego uczyłam, wmawiałam to ludziom.
Z sukcesami?
Oczywiście, z sukcesami, na pięć minut, bo to jest działanie na pięć minut. To jest tylko takie pudrowanie. Jak ktoś ma krosty na twarzy, przypudruje, to przez chwilę nie widać albo prawie nie widać, a za chwilę wszystko wyłazi. Nam się wydaje, że mocą umysłu możemy wszędzie zajść, osiągnąć cel, że nasz sposób myślenia zmienia się pod wpływem naszego umysłu.
Pani po prostu sobie nie radziła sama ze sobą.
To też. Ale w każdym z nas, w naszej podświadomości, siedzą różne zalęknione sytuacje z naszego życia, różne szufladki, w których znajdują się powypierane różne traumatyczne doświadczenia.
To mówią wszyscy psychologowie, psychoterapeuci, psychoanalitycy i psychiatrzy od lat.
Mówią, a nie leczą na sto procent.
Leczą, mają sukcesy. Ich pacjenci mówią: terapia mi pomogła, zrozumiałem siebie, już wiem, jak żyć.
Przyszła do mnie pani, która 17 lat chodziła na różne terapie, której wmawiano, że pozytywne myślenie ją uleczy. I jakoś nie uleczyło. Zbawia tylko Pan Bóg. Po niej, po innych swoich pacjentach, ale przede wszystkim po sobie widzę, że tylko terapia z Panem Bogiem ma sens. Terapia jest po to, żeby nazwać emocje, lęki, zranienia, zrozumieć mechanizmy, dlaczego tak, a nie inaczej się zachowujemy.
Do tego Bóg nie jest potrzebny.
Gwarantuję pani, że jest potrzebny. Człowiek to sobie wszystko uświadamia, rozgrzebuje, i co dalej? Psychoterapia pomaga tylko to wszystko nazwać, zrozumieć, nie wyrywa tych lęków, zranień, traumatycznych doświadczeń przemocy fizycznej i psychicznej, gwałtów, molestowań. Pracuję z takimi kobietami, przychodzą do mnie po terapiach i potrzebują czegoś więcej. Pana Boga potrzebują. Sama psychoterapia ich z tego nie wyzwala, dopiero Pan Bóg, Jezus Chrystus wyzwala i uzdrawia. Pani na mnie patrzy dziwnie, a ja mam dowody w tych ludziach. Dopiero, kiedy idą na adorację, przed Najświętszy Sakrament, na modlitwę o uwolnienie, uzdrowienie, modlą się codziennie, to zaczynają się czuć lepiej.
Od razu?
Różnie. Już mówiłam, że trzeba Pana Boga chcieć, trzeba do Jezusa Chrystusa zawołać. Tylko szczerze, naprawdę. Dwa tysiące lat temu Pan Jezus poszedł na krzyż i wziął nasze choroby, zranienia, lęki, odrzucenie. On wie, czym jest odrzucenie, bo ludzie nie radzą sobie w życiu, bo żyją z lękiem, że zostaną odrzuceni, albo już zostali odrzuceni i nie wybaczyli sercem.
Co to znaczy, że nie wybaczyli sercem?
O sobie powiem. Wiele lat nie wybaczałam ludziom tego, że mnie ranili, sprawiali mi przykrość, to mnie zżerało. Właśnie ludzie, którzy są sfrustrowani, zalęknieni, chodzą jak bomby zegarowe, nie wybaczyli sercem. Po ludzku przecież często nie jesteśmy w stanie wybaczyć strasznych krzywd, których doznaliśmy. Sami z siebie nie jesteśmy w stanie wybaczyć wielkiego zła. Czasem wystarczy powiedzieć: Panie Boże, chcę wybaczyć, ale nie potrafię. Daj mi łaskę przebaczenia.
I?
I daje. Na każdego Pan Bóg ma swój plan. Życie przeszłością, tym, co boli, rozkładanie wszystkiego na czynniki, analizowanie, bycie złośliwym w stosunku do innych i do siebie – to rujnuje.
Przychodzą do pani...
Przychodzą i Pan Bóg ich nawraca.
Wszystkich?
Większość. Przychodzą, ja im tłumaczę mechanizm – na czym polega terapia z Panem Bogiem, a na czym bez, i decydują, czy chcą z Panem Bogiem.
A bez Boga pani też terapeutyzuje?
Nie. Ale ci ludzie zawsze dostają wybór i często do mnie wracają. A potem dają świadectwo, opowiadają to, co się zmieniło w ich życiu. Przychodzą z depresjami, nerwicami, w kryzysach małżeńskich, wycofani, poranieni i ich Bóg z tego wyciąga. Chciałabym opisać te historie, ale to jeszcze muszę przemodlić.
Przemodlić?
Tak, żeby wiedzieć, być pewnym, zapytać Pana Boga.
A jakim on mówi głosem?
Ten głos, to są raczej myśli. Pan Bóg nie mówi całymi zdaniami. To są pojedyncze słowa. Dostaję trzy, cztery słowa, za moment znowu, za dwa dni znowu i za tydzień itd. Zbiera się wszystko w całość. Nigdy tego nie analizowałam, jak Pan Bóg do mnie mówi. Przyjmuję to, co czuję w sercu, jakie dostaję myśli i jaki za tym idzie pokój. Wówczas wiem, że te słowa są od Pana Boga, bo największy pokój jest tylko od Boga.
Każdemu mówi?
Wielokrotnie słyszałam: „Do ciebie Pan Bóg mówi, a do mnie nie mówi”. No, to ja na to: „Idź na adorację, uklęknij i zacznij rozmawiać, zadaj Mu pytanie, a zaczniesz go słyszeć”.
Jakie warunki trzeba spełniać?
Trzeba być w łasce uświęcającej, czyli przyjmować Pana Jezusa w Komunii Świętej i nie być w ciężkich grzechach. Bóg mówi do każdego człowieka pięknie przez Słowo Boże w Piśmie Świętym. Polecam do przeczytania Psalm 23.
Bardzo ma pani egoistyczną tę relację z Bogiem, myśli pani o sobie, by być zdrowym i szczęśliwym.
Ale ja się modlę za innych.
Ale zaczęła pani od siebie.
By móc innym pomagać, trzeba zacząć od siebie, zrobić porządek ze sobą i ze swoim życiem. Zawołać.
Są tacy ludzie, którzy wołają i wołają i nic z tego nie wynika.
Mam wokół siebie dziesiątki osób, które zawołały, i Bóg do nich przyszedł. Ale one tego naprawdę chciały. Nie jestem kimś wyjątkowym, specjalnym, ale wiem, że Bóg o każdego walczy. Jeden kapłan mi powiedział: „Pan Jezus przy tobie chodził 25 lat i czekał”. 25 lat, pani sobie wyobraża? A ja się na niego obraziłam. Już w dzieciństwie, w wieku 14 lat, kiedy umarł mój dziadek. Nikt z dorosłych nic mi nie wytłumaczył, dlaczego dziadek tak szybko w chrobie zmarł, a był bardzo wierzący. Zostałam z tym wszystkim sama. Zaczęłam dorastać i szukać odpowiedzi. Trafiłam do jednej wróżki, do drugiej, do astrologa i uwierzyłam, że jestem panią swojego życia. A to już jest okultyzm.
Proszę pani...
To już jest okultyzm, w który nieświadomie weszłam. Sprawdzałam, co mnie spotka w życiu, jak mi się będzie wiodło w biznesie. Uzależniłam się od tego.
Może pani ma taką osobowość, która potrzebuje uzależnienia, która potrzebuje prowadzenia, wskazówek? Wtedy od wróżek, teraz od Boga.
Wtedy byłam niespokojna, moje życie się waliło, teraz mam w sercu pokój.
Ile razy była pani u wróżek?
Wielokrotnie. Jak się raz pójdzie, to potem chce się iść znowu. Zło uzależnia.
Zło? A nie głupota?
Nie. Pierwsze przykazanie mówi: Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Te wszystkie wróżki, jasnowidze, astrologowie to jest właśnie bałwochwalstwo. Teraz wiem, że właśnie tak działa zło, Szatan. Niestety konsekwencje tego są ogromne, bo zły duch najpierw coś daje, a potem zabiera. Daje pozorny spokój, a potem nagle trach. Mnie chciał zabrać zdrowie, a może i życie. Wiem, czym jest ciężka choroba, bo sama jej doświadczyłam, miałam złamany kręgosłup, ciężki nowotwór, zakrzepicę żył i wiem też, że choroba to często skutek naszych grzechów. Najpierw choruje dusza, potem psychika, a na końcu ciało.
Byłam dziś w szpitalu dziecięcym, cały szpital chorych dzieci. Za jakie grzechy tak cierpią?
Choroba jest skutkiem naszych grzechów. Sama tego doświadczyłam. I to nie jest tak, że Bóg się od nas odsuwa, tylko to my odsuwamy się od Boga. Nasze grzechy nas od niego odciągają. Ale on jest miłosierny. Zawsze można wrócić, trwać przy nim, nie krzywdzić siebie ani ludzi wokół. Nie zdajemy sobie sprawy, że cierpienie też jest łaską. Miałam złamany kręgosłup, ból wielki, okropny, w zasadzie nie do zniesienia. A jednak po dwóch tygodniach odstawiłam leki przeciwbólowe, bo czułam, że mnie trują, że mi rozwalają wątrobę. Świadomie je odstawiłam i jestem przekonana, że moje cierpienie nie poszło na marne. Modliłam się za nawrócenie mojej rodziny i dlatego mogłam znieść ten ból.
Może ma pani dość wysoki próg bólu.
Proszę nie żartować. Nie mam. Wiem, że gdybym do tego cierpienia nie zaprosiła Pana Boga, tobym nie wytrzymała, krzyczałabym, wyłabym z bólu. I proszę mi tu nie mówić o sile umysłu, bo siła umysłu to było coś, co mnie bardzo niszczyło. Umysł nie jest Bogiem. W Jezusie Chrystusie jest siła, nie w umyśle. Chodzi o to, żeby trwać przy Panu Bogu.
O dzieciach rozmawiamy.
To są skutki grzechów w rodzinach. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Warto przejrzeć historię w tej rodzinie, sprawdzić, jak żyją rodzice, jak dziadkowie, jak pradziadkowie. Wielokrotnie słyszałam historie o tym, jak to babcia zajmowała się wróżbami, wywoływała duchy.
I Bóg za to karze dzieci?
To nie Bóg karze. To nie Pan Bóg zsyła chorobę. Choroba jest od Szatana. Wiem, że zostałam uzdrowiona, wiem, bo mam to w medycznych dokumentach.
Napisane jest: cudowne uzdrowienie?
Nie, napisane jest rak trzonu macicy, skierowanie na operację. Napisane jest: wewnętrzny głos pacjentki mówi jej, że została uzdrowiona, a potem, że nie stwierdzono komórek nowotworowych. Na innym napisane jest: złamanie kompresyjne kręgosłupa, a po czterech miesiącach całkowicie zrośnięty kręgosłup.
Błąd lekarzy, niedopatrzenie.
Mam zdjęcie RTG, mam wypisy ze szpitala. Prosiłam Boga, modliłam się, a Pan Jezus mnie wysłuchał. Wcześniej pewnego dnia miałam bezwład ciała, nie mogłam usiąść ani wstać. Trafiłam do szpitala. Tomografia głowy, punkcja kręgosłupa, wszystkie badania nic nie wykazały.
Psychosoma to się nazywa.
Nie psychosoma, żadna depresja, nic. Moja dusza była zaatakowana przez złe duchy i tyle, co skutkowało bezwładem całego ciała.
Ksiądz Michał Olszewski, egzorcysta, mówi o ponad 900 złych duchach, każdy ma imię. Pani wie, które panią zaatakowały?
Nie, nie wiem, ale wiem, że one kumulują się w całym kręgosłupie, w kości ogonowej, w lędźwiach, w głowie, w klatce piersiowej, wchodzą w ciało. Potrzebowałam wielu egzorcyzmów i modlitw o uwolnienie. Dziękuję Panu Bogu, że nie byłam opętana. Bóg mnie uratował, wysłuchał.
Dlaczego pani wysłuchał, a tysięcy ludzi chorych fizycznie nie? Chodzi o siłę wiary?
To Bóg decyduje i wielokrotnie widziałam, jak Bóg przez cierpienie wyprowadzał dobro. Kiedy byłam w Centrum Onkologii, to mówiłam ludziom w poczekalni o tym, co mnie spotkało, o moim uzdrowieniu. Dawałam świadectwo tego, jak mnie Pan Bóg dotknął swoją miłością. Chciałam o tym napisać, podzielić się z innymi. To książka „Dotyk miłości”. Mam dla pani egzemplarz, z błogosławieństwem. Jeden z lekarzy zaproponował mi, żebym współpracowała ze szpitalnymi psychologami, bo mam dobry wpływ na pacjentów. Nie jestem jednak psychologiem klinicznym i to była przeszkoda. Wiele osób trafia do mnie, prosząc o pomoc. Dla Boga choroba nie ma znaczenia, może uzdrowić z każdej, jeśli człowiek jest otwarty i naprawdę tego uzdrowienia chce, to się dzieje.
Za proste to.
Trzy lata temu miałam nowotwór, lekarze postawili diagnozę i zaraz decyzję o wycięciu narządów rodnych. Potem chemioterapia. Odmówiłam. Ale odmówiłam dopiero wtedy, kiedy poczułam, że jestem uzdrowiona.
Modliła się pani o to?
Modliłam się, pojechałam do Medjugorie, wzięłam udział w rekolekcjach o uzdrowienie prowadzonych przez ojca Jamesa Manjackala i usłyszałam, jak Pan Bóg mówił przez ojca Jamesa: „Kasia, Pan Jezus cię uzdrowił”. Poszłam do lekarza i to wtedy lekarz napisał o moim wewnętrznym głosie, o tym, że twierdzę, że Bóg mnie uzdrowił. Poprosiłam tylko o kolejną biopsję. Wynik był po kilku tygodniach. Czysto. Lekarz na początku nie wierzył, mówił tylko, że to pewnie pierwsza faza nowotworu. Z tym, że tam nie było żadnych komórek nowotworowych. Za pół roku kolejna biopsja, a lekarka pyta: „To co, pani ten nowotwór wyparował?”. Dla lekarza, który nie jest w relacji z Bogiem, to jest szok.
Przecież pani się nawróciła z początkiem 2013 r., czyli bardzo niedawno.
Wie pani, przez ponad ostatnie trzy lata chorowałam na różne rzeczy, cierpiałam. Bóg do tego dopuszczał, bo chciał, żebym zrozumiała, może żebym przez to cierpienie mogła prosić o nawrócenie mojej rodziny. Bo cierpienie nigdy nie idzie na marne.
Cała pani rodzina się nawróciła?
Nie, to jest proces. To jeszcze trwa. Ludzie często właśnie przez chorobę dziecka czy bliskiej osoby zaczynają się nawracać. Zaczynają iść w kierunku Pana Boga.
Albo obrażać na niego...
Albo obrażać, oczywiście. Moją rodzinę trochę przerosło moje nawrócenie.
Mają panią za wariatkę?
Trochę tak. Ale ja uważam, że albo się idzie za Panem Bogiem i jest się gorącym katolikiem, albo letnim. Pan Bóg chce tylko gorących.
A w Polsce jakich mamy?
Ja się nie będę wypowiadać.
Niech się pani wypowie! W końcu pani to obserwuje.
Są letni i są gorący.
A jak ktoś mówi, że jest wierzący, ale niepraktykujący, to co?
Ja tak mówiłam. Letni to znaczy nijaki. Gorący to taki, który nie żyje w ciężkich grzechach i każdego dnia buduje żywą relację z Panem Bogiem.
Jakich?
Zna pani Dziesięć Przykazań? W nich jest wszystko. Jeśli działa się wbrew nim, to się grzeszy. I to jest bardzo proste. Jeśli się modlimy, to jest z nami obecny Pan Bóg i dostajemy od niego wskazówki, jak żyć, jak mamy układać nasz każdy dzień.
Jaką wskazówkę na dzisiaj pani dostała?
Prosiłam, żeby Pan Bóg poukładał dzisiejszy dzień według planu Bożego.
Czyli?
To, co ma dzisiaj mnie spotkać, kto ma dzisiaj do mnie zadzwonić, kto nowy się ma pojawić.
I bez tej prośby to by się wydarzyło.
Nie. Jak proszę... Bóg dał nam wolność i działa w naszym życiu, jak go o to prosimy. Ja to tak nazywam, że Pan Bóg jest dżentelmenem. On nie wchodzi z butami do naszego życia. Trzeba powiedzieć: Jezu, pokieruj dzisiejszym dniem! Niech ten wywiad wygląda tak, jak Ty chcesz, a nie jak ja chcę. Niech się dzieje Twoja wola. Nie moja wola.
No, ale pani ma wolę.
Ale ja tę wolę oddaję Panu Bogu. Nie zdajemy sobie sprawy, że jak robimy pewne rzeczy po swojemu, to nam jest trudniej w życiu.
Znajomi ateiści są szczęśliwymi ludźmi, wiedzie im się w życiu.
Żyłam jak ateistka i wiem, że to nie jest szczęście. To ułuda. Szukałam szczęścia we wszystkim, w podróżach, w imprezach, w zabawie, w zakupach, a w zasadzie w zakupoholizmie, w cudzołóstwie. I przez pięć minut byłam szczęśliwa.
To się nazywa niestabilność emocjonalna, a nie szczęście.
Dużo osób próbuje swoje zaniżone poczucie własnej wartości rekompensować w taki sposób. Smutek w sercu pocieszać różnymi rzeczami. To jest pustka w sercu, którą próbuje się czymś zapełnić. Imprezy, alkohol, narkotyki, pornografia czy gry komputerowe.
To nic złego, tylko balans trzeba znaleźć.
Łatwo przejść na drugą stronę. Wiem, co mówię, bo byłam bliska alkoholizmu. Trudno stanąć w prawdzie. Naprawdę trudno. Za chwilę święta Bożego Narodzenia, i to jest właśnie moment, żeby stanąć w prawdzie. Przecież świętujemy narodziny Pana Jezusa, który z miłości za nas wszystkich poszedł na krzyż. A widzi pani to świętowanie? To jest świętowanie konsumpcjonizmu.
Proszę nie przesadzać, zatrzymujemy się, siadamy do wigilijnego stołu.
Często bez modlitwy.
Często też z modlitwą.
Pan Jezus od początku był przez świat odrzucony. Urodził się w stajence i wiem, że doskonale wiedział, co to jest lęk odrzucenia. Pan Bóg Go nie odrzucił, Bóg Go powołał, aby zbawił świat i dał każdemu człowiekowi życie wieczne.
Dreszcze ma pani?
Nie, ze spokojem to mówię. Również po to, żeby uświadomić, że to nie są swięta choinki, Mikołaja i prezentów, tylko Bożego Narodzenia, przyjścia na świat Jezusa, który z miłością chce dotykać każdą rodzinę. W te święta chodzi o to, żeby poczuć tę miłość, tę radość w rodzinie, żeby wybaczyć. Ludzie zapominają, że skoro zostali ochrzczeni, to są świątynią Ducha Świętego, są dziećmi Bożymi.
Tych, którzy nie są ochrzczeni, Bóg traktuje gorzej?
Nie. Jeśli dziecko w rodzinie nie ma Boga, to gdzieś podświadomie Go szuka.
W pani rodzinie nie było?
Rodzice mają tylko ślub cywilny, ale mnie ochrzcili, za co jestem im bardzo wdzięczna. Nie miałam wzorca rodziców modlących się, tylko dziadkowie się modlili. Nie wiedziałam, że to Pan Bóg buduje małżeństwo. Jeśli Boga nie ma w rodzinie, a małżonkowie razem się nie modlą, to są rozwody.
Coraz więcej jest też unieważnień małżeństw kościelnych.
Małżeństwa kościelne unieważnia się tylko z bardzo konkretnych powodów.
Słyszała pani, że nowy premier Mateusz Morawiecki chce rechrystianizować Europę?
To Pan Bóg nawraca – tak powiedział. Przecież chrześcijaństwo to korzenie Europy. W tych czasach Pan Bóg jest przepędzany z Europy Zachodniej, odpychany. A jak jest przepędzany, to jak ma chronić? Polska jest Maryjna, mamy Jasną Górę, mamy Niepokalanów i jesteśmy chronieni. Kiedy Andrzej Duda został wybrany na prezydenta, to pojechał na Jasną Górę zawierzyć Matce Bożej Polskę, cały kraj i wszystkich Polaków. To moim zdaniem jest bardzo ważne.
Pani chce być święta?
Panu Bogu chodzi o naszą świętość. Dla każdego ma swój plan.
Już pani to mówiła.
I będę powtarzać. Nie mam specjalnych łask. Mam pokój w sercu i to jest najważniejsze. Pan Bóg to nie bankomat. To On decyduje, kiedy daje nam konkretną łaskę. To On wszystko może, nie ja. Przez lata siłowałam się sama. Jedno jest pewne, że Bóg wszystkich kocha nieskończoną miłością.
Na miłość pani czeka?
Jestem wypełniona miłością.
O ludzką miłość pytam?
Tak, modlę się o męża. Wierzę, że będę miała wspaniałą, cudowną, Bożą, świętą rodzinę.