- Dionizy Mniejszy nie dociekał, kiedy się urodził Jezus, tylko w 525 r. wykonał tablicę paschalną, która miała służyć do wyznaczania daty Wielkanocy. Przyjął za datę narodzin Jezusa 753 r. od założenia Rzymu i nie wyjaśnił, dlaczego tak zrobił - mówi w wywiadzie dla DGP ksiądz Józef Naumowicz, profesor nauk humanistycznych, historyk literatury wczesnochrześcijańskiej.
Magazyn DGP 22.12 / Dziennik Gazeta Prawna
Ani w grudniu, ani w szopce. Nic się nie zgadza.
Reklama
Ale nikt nikogo nie oszukuje.

Reklama
To dlaczego Boże Narodzenie jest w grudniu?
Bo Kościół tak postanowił.
Jasne, po co pytać.
Zanim w IV w. ustanowiono święto Bożego Narodzenia, próbowano daty wiosennej, ale też była symboliczna.
Ta również jest symboliczna, bo zimowe przesilenie?
Właśnie tak, potrzebny był symbol, znak.
A kiedy urodził się Jezus?
Właśnie tego nie wiemy.
Żydzi w ogóle obchodzili urodziny?
Nie, i to jest problem. Ojcowie Kościoła – jak Orygenes – mówili, że w Piśmie Świętym są wspomniane dwa obchody urodzin i zawsze kończyły się one tragicznie. Jak urodziny Heroda, na których tańczyła Salome i w nagrodę zażyczyła sobie głowy Jana Chrzciciela.
Jezus nie obchodził więc urodzin.
Ani on, ani inni Żydzi – a ten zwyczaj przyjęli też chrześcijanie.
A teraz grubsza sprawa. To wcale nie było 2017 lat temu.
Ano nie było.
Bo się mnich pomylił.
Ależ Dionizy Mniejszy wcale się nie pomylił, bo on nie był historykiem i wcale tego nie badał. Proszę nie powtarzać takich rzeczy.
Zapomniałem, że ksiądz za pracę o nim uzyskał habilitację.
Dionizy nie dociekał, kiedy się urodził Jezus, tylko w 525 r., za pontyfikatu papieża Jana I, wykonał tablicę paschalną, która miała służyć do wyznaczania daty Wielkanocy. I w tej tablicy po prostu przyjął za datę narodzin Jezusa 753 r. od założenia Rzymu i nie wyjaśnił, dlaczego tak zrobił.
Kim był ów dżentelmen?
Dionizy Mniejszy, zwany też po polsku Dionizjuszem, pracował w sekretariacie papieskim w Rzymie, ale pochodził z Dacji, czyli dzisiejszej Rumunii...
Wiemy, rumuńskie dacie to najbrzydsze samochody świata.
I nawet nie spodziewał się, że narobi takiego zamieszania.
Bo my jak za panią matką powtórzymy potem jego ustalenia?
Ale też nie od razu, bo dopiero dwa wieki później zaczęto używać tej daty w historiografii.
Ciągle też jeszcze nie używano pojęcia „naszej ery” czy „od narodzenia Chrystusa”.
To pojęcie jako pierwszy wprowadził na początku VIII w. Beda Czcigodny, mnich z Anglii, ale jeszcze w XII w. czy XIII w. papieże, gdy wysyłali listy, datowali je na rok swojego pontyfikatu.
Ale z drugiej strony słyszeliśmy, że w 999 r. był wielki zamęt i przerażenie, bo obawiano się, że zamiast 1000 r. będzie koniec świata.
To prawda, lecz to tylko pokazuje, że data narodzin Jezusa długo przedostawała się do świadomości chrześcijan.
Powiedzmy więc, kiedy naprawdę urodził się Jezus?
Kilka lat przed narodzinami Chrystusa... (śmiech) Wiemy z relacji Józefa Flawiusza, że Herod umarł w 4 r. p.n.e., a Jezus urodził się za panowania Heroda, czyli musiało to być wcześniej. I tu hipotezy badaczy są różne.
Gdyby to ks. prof. Naumowicz miał decydować?
Najwięcej przemawia za tym, że Jezus urodził się w 5 r. przed narodzeniem Chrystusa.
Ale nie jest to oczywiste.
Nie jest, bo na relację Flawiusza nakładają się wyliczenia współczesne, że gwiazda, która się wówczas pojawiła, to mogła być koniunkcja Jowisza i Saturna w konstelacji Ryby, która była w 7 r. p.n.e., ale według mnie ta koniunkcja nie ma nic wspólnego z gwiazdą betlejemską.
To co nią było?
W Piśmie Świętym nie ma nic o tym, że mędrców ze Wschodu prowadziła gwiazda. Jest mowa o świetle, ale to mogło być jakieś światło rozumu, światło duchowe. Dopiero drogę z Jerozolimy do Betlejem wskazała im gwiazda, która – jak mówi Ewangelia – zatrzymała się nad miejscem narodzin Jezusa. Ale czy należy w tym szukać asteroidy, komety? Wątpię, to może być właśnie coś nadprzyrodzonego, niewytłumaczalnego astronomicznie.
I wreszcie mit trzeci – stajenka.
W Ewangelii wspomniany jest żłób, miejsce, w które wkłada się karmę dla zwierząt. Wiemy więc, że Maryja owinęła Jezusa w pieluszki...
Których wtedy nie było.
Prawda, pieluch nie było, pampersów nie znali, ale były oczywiście jakieś szatki, którymi okrywano dzieci. W każdym razie Jezus leżał w żłobie – i to wiemy. A gdzie był ten żłób? Albo w jakiejś szopie, albo w grocie, która służyła jako nocne schronienie dla zwierząt.
Wiemy, gdzie konkretnie to było?
To akurat wiemy, bo bardzo wcześnie, już od II w. jest żywa chrześcijańska tradycja wskazująca grotę w Betlejem, gdzie miał przyjść na świat Chrystus. Bardzo ważni autorzy żyjący wówczas w Palestynie opisywali, że do groty przyjeżdżali nie tylko uczniowie Jezusa, ale też poganie, żeby zobaczyć miejsce narodzin Chrystusa. A już w IV w., kiedy Kościół wyszedł z katakumb, zaczęto budować bazyliki w miejscach świętych i oczywiście jedną z pierwszych była ta nad Grotą Narodzenia w Betlejem.
Ale dlaczego Jezusa położono w żłobie? Faktycznie nie było miejsca w pobliskiej gospodzie?
Proszę pamiętać o tym, że Maryja właśnie miała rodzić, a gospoda wyglądała wtedy zupełnie inaczej niż dziś – nie było pokoi, tylko wspólna dla wszystkich sala. Z oczywistych powodów Maryja nie mogła tam rodzić, bo zarówno miejsce, jak i wszyscy mężczyźni zostaliby uznani za rytualnie nieczystych.
To kto był przy narodzinach Jezusa?
Wiemy, że nie było Józefa, za to w każdej wsi była akuszerka, więc jest bardzo prawdopodobne, że ona była przy Maryi. Jest piękny opis w apokryfie z ok. 180 r., Protoewangelii Jakuba, że kiedy zbliżali się do Betlejem, Józef poszedł szukać położnej, znalazł ją i wracając do ciemnej groty, w której była Maryja, dostrzegł coś niezwykłego. Oto cały świat zastygł – ptaki w locie, pasterze z jedzeniem w ręku, rzeka stanęła, świat znieruchomiał, a grota pełna światła – Maria urodziła syna. Bardzo malarskie przedstawienie.
Mamy wierzyć, że tak to wyglądało?
Nie, ale to doskonale oddaje to, jak pierwsi chrześcijanie postrzegali narodziny Jezusa. Powiedzmy sobie też jedno: gdy jesteśmy w Betlejem w bazylice, gdy schodzimy na dół, gdzie jest gwiazda i łaciński napis „Tu się narodził Jezus Chrystus”, gdy całujemy to miejsce i modlimy się, to naprawdę nie myślimy, że Jezus urodził się w tym miejscu czy metr lub pięć metrów dalej. I nie ma znaczenia, czy urodził się 25 grudnia, czy w marcu, i wreszcie nie jest najważniejsze, w którym to było roku. Czcimy to miejsce jako pamiątkę przyjścia na świat Zbawiciela. To jest ważne, a nie idealne rozpoznanie miejsca.
A propos miejsca, Maryja w tak zaawansowanej ciąży wybrała się w długą wędrówkę z Nazaretu do Betlejem?
Proszę pamiętać, że kiedyś – i to nie 2 tys., a nawet 30 lat temu – poród traktowano inaczej, zwłaszcza w rodzinach wielodzietnych. To był normalny element życia i w tym, że Maryja wybrała się w podróż, nie było nic dziwnego.
Od razu po narodzinach Jezusa Maryja z Józefem uciekli do Egiptu?
Tu drobny wtręt: Mateusz pisze w Ewangelii, że magowie ze Wschodu „weszli do domu”, czyli domniemywam, że po narodzinach Maryja z Józefem znaleźli jakieś miejsce dla siebie i zostali w nim jakiś czas. Dopiero potem uciekają do Egiptu i choć Pismo Święte nie mówi, co tam robili, to dziś jest kilkadziesiąt miejsc przyznających się, że właśnie tam była Święta Rodzina, ba – nawet Nilem płynęła...
Ale w Szarm-el-Szejk i w Hurghadzie nie byli?
Tam chyba nie, ale i tak liczba miejsc, które rzekomo odwiedzili, jest imponująca. Są i apokryfy opowiadające, że gdy maleńkiego Jezusa wniesiono do egipskiej świątyni, rozpadły się wszystkie posągi pogańskich bóstw.
Ile lat żył Jezus?
To też nie jest oczywiste...
A wszyscy mówią, że 33 lata to wiek chrystusowy.
Ewangelia mówi, że zaczął nauczać, kiedy miał ok. 30 lat. Wielu autorów sądziło, że działał tylko przez rok, ale Ewangelia św. Jana pozwala obliczyć, że trzykrotnie obchodził Paschę, więc stąd owe 33 lata.
A jak było naprawdę?
Tego nie wiemy na pewno... Ale tu muszę zwrócić uwagę na to, że my dopiero od niedawna jesteśmy tak bardzo związani z naszą datą urodzenia. Jeszcze 100 lat temu ludzie na wsiach mogli znać daty chrztu, bo były zapisane w księgach parafialnych, ale przecież urodzin nikt nie obchodził. Najstarsi ludzie w Gruzji czy Afryce nie wiedzą, kiedy się urodzili, i tylko my, Europejczycy żyjący dziś się temu dziwimy.
Dlaczego właściwie chrześcijanie zaczęli obchodzić Boże Narodzenie, skoro w pierwszych wiekach uznawano to za nieistotne?
A dlaczego dopiero w XX w. chrześcijanie zaczęli czcić Miłosierdzie Boże? Czy wcześniej Bóg nie był miłosierny? Otóż dojrzewała sytuacja, święto odpowiadało na potrzeby ludzi. Tak było z miłosierdziem, tak było i z narodzinami. Pojawiły się spory teologiczne, czy Jezus miał rzeczywiste ciało, czy naprawdę był człowiekiem. Kładziono coraz większy nacisk na historyczność Jezusa, udowodnienie, że żył naprawdę, że to nie legenda, że Chrystus był człowiekiem z krwi i kości.
Dobrze, ale od kiedy papież obchodzi Boże Narodzenie? Kiedy Roma locuta?
Od połowy IV w. jest potwierdzone obchodzenie Bożego Narodzenia w Rzymie przez papieży. I błyskawicznie święto to rozpowszechniło się w chrześcijańskim świecie, choć żaden z papieży nie nakazywał go obchodzić.
A i tak się przyjęło, bo dostajemy prezenty. Od kiedy?
Od początku ze świętem Bożego Narodzenia, zanim jeszcze pojawiła się choinka, wiąże się zwyczaj prezentów. W średniowieczu w okolicy Bożego Narodzenia rozdawano studentom roczne zapomogi. Mogli też na nie liczyć biedni ludzie i zwyczaj ten przenosił się z 6 grudnia, czyli Świętego Mikołaja, na Boże Narodzenie. I właśnie dlatego nie dajemy ich bezpośrednio, tylko chowamy je, tak jak chował je św. Mikołaj.
Skąd się wzięła choinka? Z Niemiec?
Nie do końca. Pierwsze choinki, o których słyszeliśmy, pojawiły się w 1492 r. w dziewięciu kościołach w Strasburgu. Były one swoistą dekoracją teatralną.
Dekoracją?
W późnym średniowieczu we Francji i w Niemczech w Wigilię urządzano przed kościołami spektakle opowiadające historię raju. Było więc zielone rajskie drzewo, pięknie ubrane, a na nim owoce. To był pierwowzór choinki.
Nasza swojska jodła czy świerk to rajskie drzewko?
Oczywiście. To akurat nie jest żadnym zapożyczeniem z pogańskich obrzędów, ale nawiązaniem do historii biblijnej.
Paradoksalnie, palma jest więc bliższą prawdy choinką.
Palma albo cytrus, bo to nie muszą być jabłka, tylko pomarańcze, cytryny czy figi.
To Adam nie zerwał jabłka?
A gdzie w Biblii mowa o jabłku? Jest owoc. Na banana pewnie by się nie skusił, ale dojrzałe figi, czemu nie? Wracając do choinki, to co nam zostało z tych średniowiecznych przedstawień? To, że 24 grudnia jest Adama i Ewy, no i że mamy piękne, zielone, ozdobione drzewka mające nam przypomnieć, że utraciliśmy Raj i dopiero narodzony Jezus nam go przywraca.
Ale popularność choinki to dopiero XIX w., prawda?
A i to w naszej części świata, bo na południe od Alp drzewka trafiają później. Do Anglii czy Ameryki choinki dostały się dzięki Niemcom. A wie pan, skąd się wzięła choinka w Watykanie?
Pojęcia nie mam.
Wprowadził ją dopiero Jan Paweł II w 1982 r. Ileż to wtedy było głosów, że zupełnie nie pasuje do kolumnady Berniniego.
Za to wiem, że szopkę wprowadził św. Franciszek.
Na początku była to żywa szopka, a Franciszek mówił: „Tu jest drugie Betlejem”, bo obraz tego, co się działo, pozwalał wiernym lepiej przeżyć narodzenie Jezusa.
Pytałem znajomych misjonarzy w Afryce – żadnego drzewka nie ubierają, ale szopka jest.
Choinek w zasadzie nie ma też w Armenii, pierwszym chrześcijańskim kraju świata, bo one tam nie rosną. Są głównie drzewka sztuczne, pojawiają się szkółki drzewek, ale to zwyczaj europejski, dociera powoli. Tam zresztą 25 grudnia jest dniem pracy, bo oni swoje największe święto – Objawienia Bożego, czyli narodzin i chrztu w Jordanie razem – mają 6 stycznia. I nie ma to związku z kalendarzem juliańskim i prawosławiem, bo Apostolski Kościół Ormiański odłączył się od Rzymu już w V w.
Wszystko inaczej.
Ale niech nas to nie dziwi, bo w niektórych krajach protestanckich zakazano obchodzenia Bożego Narodzenia. Tak było w Szkocji czy Anglii, gdzie prezbiterianie i purytanie uznali w imię czystości Ewangelii, że ma ono charakter pogański, i było zakazane. W Szkocji ten zakaz trwał do lat 60. ubiegłego wieku i 25 grudnia był dniem pracy.
Polska przyjmuje chrzest. I już wtedy nasi przodkowie świętowali Boże Narodzenie?
Tak, wtedy już Boże Narodzenie było powszechnie obchodzone w całym chrześcijaństwie. Co więcej, od IV w. była już pasterka, była Wigilia i był czas przygotowania do świąt. Oczywiście on w różnych Kościołach różnie wygląda, na przykład w Kościele ormiańskim trwa 50 dni, a nie cztery tygodnie jak u nas.
Wróćmy do Mieszka I. Choinki nie miał...
I kolejni władcy też jej nie mieli. Nie było też opłatka.
A skąd się wziął?
To zwyczaj z późnego średniowiecza, środkowoeuropejski, z terenów Polski, Czech, Austrii, do dziś nieznany we Francji, Włoszech czy w Hiszpanii. Gdy zgodnie z polską tradycją wysyła im się opłatek, to niektórzy pytają, czy to komunia święta.
Rację ma premier Morawiecki, trzeba ich rechrystianizować.
(śmiech) No skoro opłatka i choinki nie znali...
A wiedzą chociaż, że Matka Boska była góralką?
Tego też mogą nie wiedzieć, tak jak i nie znają kolęd.
No nie, Anglicy mają stare kolędy, Niemcy mają.
Ale ile! Nie tyle co u nas i nie niosą one tak głębokich teologicznych treści. Dlatego właśnie Boże Narodzenie jest u nas tak wyjątkowe.