Porozumienie po pierwszej fazie negocjacji unijno-brytyjskich oznacza, że na razie udało się uniknąć twardego rozstania
Trzy kwestie udało się uzgodnić: ochronę praw obywateli państw unijnych w Wielkiej Brytanii i na odwrót, kwestie związane z Irlandią Północną oraz problemy związane z budżetem i finansami. W pierwszej sprawie obie strony zgodziły się, że wszystkie prawa obywateli unijnych na Wyspach Brytyjskich i na terenie Wspólnoty, a także ich rodzin, będą w pełni respektowane, a ewentualne kwestie biurokratyczne muszą być maksymalnie uproszczone. Londyn zobowiązał się także do uznawania wyroków Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Brytyjski rząd aż do 2020 r. będzie też dokładał się do unijnego budżetu. Ta data będzie także finałem wzajemnych rozliczeń finansowych.
O wiele bardziej skomplikowaną kwestią okazała się sprawa statusu Irlandii Północnej. Pokój w Belfaście gwarantuje porozumienie wielkanocne z 1998 r. Jest to traktat wielostronny: między unionistami i republikanami z Ulsteru, rządami Wielkiej Brytanii i Irlandii oraz wsparciu Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Obawy o jego przyszłość po brexicie wyrażali zwłaszcza Irlandczycy. – Brytyjczycy udzielili bardzo dużo gwarancji. Zobowiązali się do różnych rzeczy, które są częściowo sprzeczne. Podkreślili np., że nie chcą nowych barier między Irlandią Północną i Irlandią, a z drugiej strony między Irlandią Północną i Zjednoczonym Królestwem – powiedział DGP Przemysław Biskup z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, ekspert od unijno-brytyjskich negocjacji w sprawie brexitu. Jego zdaniem, gdyby Wielka Brytania miała rzeczywiście respektować wszystkie zapisy, to oznaczałoby to, że musi pozostać w Unii. Jego zdaniem to dobrze, że w ogóle doszło do porozumienia. – Sukces polega na tym, że nie ma załamania rozmów. To nie jest jednak faza, która gwarantowałaby pomyślny finał całego przedsięwzięcia – stwierdził.
Reklama
To Londyn był w tych negocjacjach słabszą stroną i on musiał pójść na większe ustępstwa. Jednak końcowy dokument to także sukces brytyjskiej premier Theresy May. Ewentualny brak ugody oznaczałby, zdaniem Biskupa, niechybny upadek jej gabinetu jeszcze przed Bożym Narodzeniem.