Rafał Ziemkiewicz kontratakuje... Konkretnie – analizuje w ostatnim wydaniu tygodnika „Do Rzeczy” przekaz pisowskich „rewolucjonistów” (cudzysłów i Ziemkiewicza, i mój). Absolutnie słusznie pisze, że jest wśród zwolenników PiS również taka formacja – tych, którzy nie chcą spowolnienia „rewolucji”, bo tylko w warunkach żarliwej walki z potężnym przeciwnikiem fanatyczni radykałowie są potrzebni.
W rzeczywistości normalnego dla demokracji sporu jednych z drugimi fanatyczni wariaci nie tylko nie są przydatni, ale odwrotnie – przeszkadzają. Zrażają do siebie centrum czy generalnie zrażają do siebie ludzi niezbyt zainteresowanych polityką, gotowych, by czasem dla własnej korzyści albo dla świętego spokoju rząd poprzeć – tak, rząd owszem, ale nie psycholi. A kiedy opada temperatura sporu z wrogiem zewnętrznym, to „rewolucjoniści” kierują swój wzrok ku wrogowi wewnętrznemu – tak jak stało się z prezydentem Andrzejem Dudą, mianowanym już agentem sterowanym przez byłe WSI. Stało się tak także z Ziemkiewiczem, który, zdaniem „rewolucjonistów”, kupiony został, jak tylu innych, przez tzw. salon.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.