Olga Tokarczuk otrzymała nagrodę literacką Man Booker International Prize za powieść „Bieguni”. Ściślej rzecz ujmując: otrzymała ją na spółkę z brytyjską tłumaczką „Biegunów” Jennifer Croft. W związku z tym wydarzeniem – w istocie niezwykłym, bo trudno mi sobie przypomnieć, kiedy ostatnio nagrodzono polską prozę jakimś liczącym się globalnie wyróżnieniem – pojawiło się wiele rozmaitych wątpliwości i pytań. Czy ta nagroda naprawdę jest tak prestiżowa, jak powtarzają media? Skąd się bierze jej wysoka ranga? Dlaczego w aktualnej formule funkcjonuje dopiero od paru lat? I z jakiego powodu nagrodzono książkę, która w Polsce ukazała się przed ponad dekadą?
Zacznijmy od pierwszej kwestii – owszem, Man Booker International Prize jest prestiżowa; mówi się, że to jedyna obecnie międzynarodowa nagroda literacka, która w przyszłości, nawet całkiem bliskiej, może stanowić realną konkurencję dla Nobla. Nobel ma kłopoty, tu (jeszcze) ich nie ma.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.