Nakręcona na podstawie powieści Nicka Hornby’ego „Nauka spadania” to opowieść banalna, ale uwznioślona sporą dawką ironii.
W „Calamar i Union”, komedii Akiego Kaurismakiego, pewien nieudacznik opowiadał historię życia psychoanalitykowi. Lekarz zbył wyznania pacjenta histerycznym śmiechem, a na odchodne zasugerował tylko: „Wiesz co? Idź się zabić!”. Podobną radę z pewnością mogliby usłyszeć od niego także bohaterowie „Nauki spadania”. Kilkoro londyńskich outsiderów postanawia jednak opracować własną terapię i tworzy na naszych oczach samozwańczą grupę wsparcia dla niedoszłych samobójców. Nieznajomi początkowo rozbudzają w sobie poczucie wspólnoty, by po przetrwaniu egzystencjalnego kryzysu rozluźnić więzi i zacząć znowu żyć na własną rękę. Mimo pewnych perturbacji cały proces przebiega dosyć gładko, a „Nauka…” nie okazuje się niczym więcej niż jeszcze jedną historyjką „ku pokrzepieniu serc”. Przewidywalność fabuły trudno traktować jednak jako wadę. Film Pascala Chaumeuila ogląda się jak magiczną sztuczkę, której sekret doskonale znamy, ale przymykamy na to oko, by dać się uwieść efektownemu występowi. Przychodzi to tym łatwiej, że banalny scenariusz udaje się uwznioślić za sprawą sporej dawki ironii.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.