Sprawą reprywatyzacji w Łodzi powinna zająć się podobna komisja weryfikacyjna, jaka działa w Warszawie, bo sprawa łódzka jest olbrzymia – mówił PAP łódzki dziennikarz i publicysta J. Warzecha. Jego zdaniem miasto nie radzi sobie z problemem tzw. dzikiej reprywatyzacji.
Reklama

Jarosław Warzecha przyznaje, że w Łodzi jest inna specyfika problemu reprywatyzacji niż np. w Warszawie, ale – jego zdaniem - skala pozyskiwania w niejasnych okolicznościach praw własności do nieruchomości o nieuregulowanym statusie prawnym jest nie mniejsza.

„Myśmy tutaj nie mieli dekretu Bieruta. Tu kamienice w większości były prywatną własnością, natomiast skala tego jest, podejrzewam, nie mniejsza. Bo jeżeli prokuratura dzisiaj prowadzi postępowanie wobec 200 takich przypadków kamienic, a proszę sobie wyobrazić, że cała ulica Piotrkowska to jest ledwie ponad 300 numerów, czyli to jest więcej niż 3/4 ulicy Piotrkowskiej” - mówił PAP Jarosław Warzecha.

Publicysta przypomniał, że w Łodzi szereg kamienic było w rękach przedwojennych mieszkańców, część właścicieli zginęła w getcie, część było tzw. mienia poniemieckiego. „Więc to jest też olbrzymi teren działania różnego rodzaju przestępców” - dodał Warzecha, podkreślając, że nie wiadomo, ile z tych 200 kamienic, które bada prokuratura, rzeczywiście podlega zwrotowi.

Jego zdaniem wszędzie metody są podobne, bo i w Warszawie, i w Łodzi występują oszustwa. „Metody się powtarzają we wszystkich miastach, bo z tego co wiem i śledziłem, to podobnie jest w Krakowie, w Poznaniu, gdzie też nie było dekretu Bieruta. Te metody są stałe, czyli fałszowanie testamentów, powoływanie się na rzekomych spadkobierców, itd.” - dodał.

Ale – jak podkreślił - poza tym wszystkim, stoją za tym konkretni ludzie, którzy w tych kamienicach mieszkali, którzy są często zmuszani do rezygnowania z dorobku całego życia i muszą się wyprowadzić.

Komentując sytuację dot. reprywatyzacji w Łodzi, dziennikarz zauważył, że najlepiej by było, gdyby taka komisja weryfikacyjna jak w Warszawie, pojawiła się również w tym mieście, bo – jak podkreślił - jest o czym mówić.

„Sprawa łódzka - moim zdaniem - jest olbrzymia. Powiedziałem o tych 200 kamienicach i myślę, że w jakiś sposób powinna zostać rozwiązana. Obserwując pracę komisji w Warszawie sądzę, że najlepiej, gdyby to właśnie taka komisja się tym zajęła. Chociaż muszę powiedzieć, że łódzkie sądy nie były tak rychliwe, jak sądy warszawskie, w przyznawaniu tych praw do odzyskanych kamienic” - ocenił łódzki publicysta.

Jego zdaniem władze Łodzi nie radzą sobie z problemem reprywatyzacji.

„Patrzę na skalę tego, co bada prokuratura - jeżeli prokuratura bada 200 kamienic, a miasto po ośmiu latach urzędowania prezydent miasta zgłosiło raptem 18 takich przypadków i to ostatnio, wcześniej o ile pamiętam, to było pięć, i jest bardzo z tego zadowolone, chwali się tym, to proszę porównać skalę. Moim zdaniem miasto sobie z tym nie radzi, bo przez osiem lat nie zrobiło nic, żeby ten problem ruszyć” - ocenił.

Jak podkreślił, dopiero kiedy sprawa stała się głośna, poprzez komisję, która bada to w Warszawie, nagle okazuje się, że i miasto się tym zainteresowało. „A więc jeszcze raz – moim zdaniem miasto sobie nie radzi" – zakończył.