Łukaszenka w geście dobrej woli zrezygnował z wizyty w Stanach Zjednoczonych. Prezydent Rosji Władimir Putin został poinformowany o zamachu w Petersburgu tuż przed rozpoczęciem spotkania z Alaksandrem Łukaszenką.
Reklama
Białoruski przywódca przyjechał do Rosji, by szukać porozumienia w obliczu nowej sytuacji politycznej – wzmożenia represji na Białorusi i płynącego z nich zagrożenia dla mozolnie odbudowanych w ostatnich latach relacji Mińska z Zachodem. Udało się. – Rozwiązaliśmy wszystkie nasze problemy – zapewniał białoruski lider po spotkaniu.

Reklama
Pojednawcza wizyta w Rosji jako konsekwencja pałowania demonstracji to już białoruska tradycja. W 2010 r. tuż po pacyfikacji protestów, która przerwała poprzednią odwilż w relacjach Białorusi z Zachodem, Łukaszenka zakończył w ten sposób zimną wojnę z Rosją, pozyskał od niej kredyt, ale w zamian zgodził się sprzedać Gazpromowi pozostałe 50 proc. udziałów w Biełtranshazie, czyli lokalnym operatorze gazowych sieci przesyłowych. Tym razem wizyta odbyła się nieco ponad tydzień po rozpędzeniu przez milicję marszu z okazji Dnia Wolności. Do aresztów trafiło niemal 700 osób.
– Na tle takich wydarzeń (jak atak na metro – red.) nasze problemy bledną – przekonywał Putina Łukaszenka. – Możemy je rozwiązywać szybko i skutecznie. Daj Boże, żeby wszystko było cicho, spokojnie – dodawał, zanim z sali w podpetersburskim Pałacu Konstantynowskim wyproszono dziennikarzy.
Odkąd Łukaszenka zaczął normować relacje z Zachodem i okazywać neutralność w konflikcie rosyjsko-ukraińskim, Moskwa zaostrzyła kurs wobec Mińska. Zakazano m.in. wwozu do Rosji mięsa i mleka z niektórych białoruskich fabryk, za co Mińsk wszczął przeciwko szefowi rosyjskiego sanepidu Siergiejowi Dankwiertowi sprawę karną.
Od roku trwał też spór o ceny gazu. Rosja oczekiwała 132 dol. za 1 tys. m sześc. surowca, a Białoruś płaciła jedynie 73 dol. W odpowiedzi Moskwa ograniczyła więc dostawy ropy z bezcłowego kontyngentu i utrzymywała, że gazowy dług Mińska przekroczył 700 mln dol., czego Białoruś nie uznawała.
Wieczorem Putin oświadczył, że ten spór został uregulowany. Ze skąpych przekazów można wysnuć wniosek, że Mińsk uznał dług, ustalono cenę kompromisową, a Rosja obiecała rozpoczęcie rozmów o wspólnym rynku gazu, na którym białoruskie firmy mogłyby kupować surowiec po takich samych cenach, co ich rosyjscy konkurenci.
Prezydenci nie zdradzili, czy rozmawiali o rosyjskiej bazie wojskowej na terenie Białorusi. Naciski Rosji w tej sprawie trwają niezmiennie od czterech lat, a wiosną 2014 r. Moskwa chciała nawet, by Białoruś pozwoliła jej wojskom dyslokować się w pobliżu granicy białorusko-ukraińskiej, by w ten sposób naciskać nowe władze w Kijowie również od północy. Gdy rosyjskie władze publikowały nawet projekty dekretów w sprawie bazy, Mińsk konsekwentnie odmawiał nawet przyznania, że podobne rozmowy się toczą.
Tym razem Rosjanie postanowili spuścić z tonu. W niedzielę odniósł się do sprawy ambasador tego państwa w Mińsku Aleksandr Surikow. – Na Białorusi, na terytorium obcego państwa, nigdy nie może zostać rozmieszczona baza wojskowa bez porozumienia międzyrządowego. A słowa na wiatr można rzucać, ile tylko się chce – przekonywał. Surikow obiecywał też, że Rosja nie wykorzysta wrześniowych ćwiczeń Zapad-2017 do wymuszonego rozmieszczenia rosyjskich żołnierzy.
Jednak podczas oświadczeń dla prasy po rozmowach Łukaszenka powiedział coś, co niektórzy komentatorzy zinterpretowali jako zapowiedź przełomu w sprawie bazy. – Nie będę mówić o konkretach, ale widzicie, co się dzieje dookoła. Porozumieliśmy się co do wspólnych działań zmierzających do zachowania bezpieczeństwa naszych państw – stwierdził.
Dotychczasowe rozbieżności dotyczyły też polityki. Mińsk bez zwłoki uznał w 2014 r. nowy rząd Ukrainy, gdy Rosjanie nazywali go juntą, która doszła do władzy w wyniku zamachu stanu. Choć na forum ONZ głosował przeciwko rezolucjom potępiającym Rosję za aneksję Krymu, nigdy de iure nie uznał rosyjskości półwyspu. Podczas wojny na Zagłębiu Donieckim oferował Ukraińcom dane wywiadowcze i remontował u siebie ich śmigłowce i samoloty. Wreszcie przez dziewięć lat od wojny rosyjsko-gruzińskiej nie uznał niepodległości Abchazji i Osetii Południowej. Nie wiadomo, czy w tej sprawie cokolwiek uzgodniono.
Jeszcze gdy trwały rozmowy, Białoruś wykonała znaczący gest pod adresem Rosji. Łukaszenka, zawsze chętnie udający się na budujące jego prestiż wizyty zagraniczne, zrezygnował z wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Prezydent został zaproszony do Kansas City na obchody stulecia przystąpienia Waszyngtonu do pierwszej wojny światowej. Wczoraj, gdy pod Petersburgiem trwało spotkanie prezydentów, białoruskie MSZ ogłosiło, że do Kansas poleci wiceminister spraw zagranicznych Aleh Krauczanka. Mimo że źródła dyplomatyczne nie wykluczały, iż Łukaszenka może liczyć nawet na spotkanie z prezydentem Donaldem Trumpem.
Łukaszenka i Putin rozmawiali w cztery oczy przez pięć godzin, a następnie do rozmów włączyli się przedstawiciele delegacji. Rezygnacja z wyjazdu do USA dowiodła, że Mińsk postanowił załagodzić napięcia w relacjach z Rosją. A to z kolei oznaczałoby, że Białorusini przygotowują się na koniec odwilży w stosunkach z Zachodem. Mimo że na razie reakcja Brukseli i Waszyngtonu na nową falę represji wymierzonych w białoruską opozycję i niepaństwowe media (w tym Biełsat) była dość powściągliwa.
Białoruś gotuje się na koniec odwilży w stosunkach z Zachodem.