Autopromocja

Bruksela wrzuca wyższy bieg ochrony klimatu

15 lipca 2021

Komisja Europejska zaproponowała nowe regulacje klimatyczne, by przyspieszyć redukcję emisji. Od 2026 r. opłatami za CO2 mają być objęte paliwa dla transportu i do ogrzewania budynków. 

– Nasza gospodarka oparta na paliwach kopalnych osiągnęła swój limit – mówiła podczas prezentacji w środę pakietu legislacyjnego przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. W jego centrum jest rozszerzenie systemu uprawnień za emisje. KE chce za pomocą ETS obniżyć pulę emisji i zwiększyć tempo ich redukcji, tak aby osiągnąć przyjęty cel 55 proc. do 2030 r. Tak jak pisaliśmy 5 lipca, KE chce objąć opłatami za CO2 nowe sektory – poza transportem drogowym i budynkami, które mają podlegać odrębnemu systemowi, płacić za emisje ma żegluga morska. Obciążone – na skutek wygaszenia do 2028 r. darmowych pozwoleń dla sektora – ma zostać też lotnictwo. Jak podkreślała wczoraj Ursula von der Leyen, ten system sprawdził się w przemyśle i energetyce, przyczyniając się do ograniczenia emisji z tych sektorów. Tymczasem emisje z transportu wciąż rosną, a z budynków poziom pozostaje stabilny.

Ekspansji ETS towarzyszyć ma śrubowanie obowiązujących w poszczególnych sektorach celów klimatycznych oraz norm emisyjności. Zgodnie z zaprezentowanymi planami do 2035 r. unijny transport drogowy ma stać się w pełni neutralny klimatycznie. Do końca dekady emisje z aut pasażerskich mają zostać zredukowane o 55 proc. (do tej pory miało to być 37,5 proc.), zaś w przypadku pojazdów dostawczych – o 50 proc. (wcześniej 31 proc.). Wraz z ograniczaniem obecności na drogach aut z silnikami spalinowymi rozwijana ma być infrastruktura dla pojazdów elektrycznych i wodorowych. Już do 2025 r. ma powstać pierwszy milion finansowanych ze środków publicznych stacji do ładowania e-aut, do 2030 r. ma ich być 3,5 mln, a w ciągu kolejnej dekady ich liczba ma się potroić.

Elementem propozycji Komisji jest utworzenie społecznego funduszu klimatycznego, którego celem będzie ograniczenie kosztów związanych z rosnącymi cenami paliw kopalnych dla obywateli. Łącznie w latach 2025–2032 fundusz ma zmobilizować na ten cel 72,2 mld euro. Środki te będą wykorzystane m.in. na wsparcie dla gospodarstw domowych, kierowców i mikroprzedsiębiorstw – w tym na bezpośrednie transfery pieniężne dla najuboższych. Z funduszu dofinansowywane mają być też inwestycje w efektywność energetyczną, czyste ciepłownictwo oraz zero- i niskoemisyjny transport.

– Ci, którzy potrzebują wsparcia, otrzymają je, a jednocześnie opłaty będą efektywne – zapewniała szefowa KE. Uśmierzyć obawy sceptyków mają też plany, aby do biedniejszych krajów trafiło relatywnie więcej pozwoleń, zwiększając tym samym ich dochody z ETS. Równocześnie Komisja chce, żeby wszystkie środki płynące z tego tytułu do krajowych budżetów przeznaczane były na cele związane z polityką klimatyczną UE. Ma to „uzupełnić znaczne wydatki na klimat z budżetu UE”. Do tej pory wymóg taki dotyczył połowy dochodów z handlu pozwoleniami na emisje.

Komisja proponuje też zwiększenie funduszu innowacyjnego i modernizacyjnego. Ten ostatni jest przeznaczony obecnie dla 10 najuboższych krajów UE na zazielenianie ich energetyki, ponad 40 proc. w tej chwili przysługuje Polsce. Teraz budżet funduszu to dochody ze sprzedaży 2 proc. wszystkich pozwoleń na emisje. – Nieco jednak inna będzie dystrybucja środków, pierwsze 2 proc. będzie rozdzielane tak jak jest to dziś, ale dla dodatkowych 2,5 proc. podwyższone będzie kryterium dochodowe (65 zamiast 60 proc. średniego PKB na mieszkańca), a więc środki powędrują do dotychczasowych 10 beneficjentów plus do Grecji i Portugalii – tłumaczył unijny urzędnik. Jednak problemem dla Polski jest proponowane wyeliminowanie wszystkich paliw kopalnych z dofinansowania przez ten fundusz, a więc także gazu. Finansowanie go będzie możliwe tylko w wyjątkowych sytuacjach. Tymczasem Polska chce w okresie przejściowym przestawić z węgla na gaz dużą część ciepłowni, a także część elektrowni.

Elementem pakietu, który budzi największe kontrowersje międzynarodowe, jest tzw. cło węglowe (CBAM). Uderzy ono w szczególności w import z krajów rozwijających się i poprawi pozycję konkurencyjną europejskich producentów cementu, plastiku, nawozów, stali czy aluminium. Państwa te krytykują CBAM za protekcjonizm i dyskryminacyjny charakter. Zarzuty te odrzucił wczoraj unijny komisarz ds. gospodarki Paolo Gentiloni, wskazując, że wskutek wprowadzenia mechanizmu importowane produkty obciążone będą dokładnie tą samą opłatą co produkcja europejska.

Obawy w sprawie CBAM ma też m.in. Ukraina, która sama planuje uruchomienie własnego systemu handlu uprawnieniami do emisji. Ostatecznie jednak to nie istnienie systemu, ale obowiązująca w nim cena uprawnień decydować będzie o tym, w jakim stopniu dostawy do Europy będą obciążone cłem. Co ciekawe, oprócz produkcji przemysłowej objęta cłem ma zostać energia elektryczna. Jeśli regulacja w tym kształcie zostanie ostatecznie przyjęta, może uderzyć to m.in. w ogłoszone niedawno plany Viktora Orbána i Zygmunta Solorza związane z budową elektrowni jądrowej w obwodzie kaliningradzkim.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.