Jakkolwiek byśmy dobrze jeździli na nartach, zawsze musimy liczyć się z ryzykiem kontuzji. A jeśli jest ryzyko, to znaczy, że warto się ubezpieczyć.
Wie o tym doskonale pan Piotr, który wybrał się z rodziną na narciarskie ferie w Alpy. Pojechał z synami na niewielką skocznię narciarską usypaną przez dzieciaki na stoku. Synowie skoczyli, wylądowali i pojechali dalej. On po skoku doznał kontuzji. Sam zjechał na dół, ale kiedy dolegliwości nie ustępowały, postanowił poszukać lekarza. W niewielkiej narciarskiej wiosce nie było przychodni, która miałaby kontrakt z austriacką kasą chorych. W prywatnej klinice zażądali za samą wizytę 200 euro. Zrezygnował. Rodzina skróciła pobyt, ale do Polski wracali trzy dni, bo pan Piotr nie mógł wysiedzieć w samochodzie dłużej niż dwie godziny bez przerwy. – To była męka – wspomina – a wszystko dlatego, że nie miałem wykupionego porządnego ubezpieczenia.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
!["Ludzie uciekali jak fala tsunami". Dramatyczna relacja świadka strzelaniny w Krakowie [ROZMOWA]](https://infor-web-static.incdn.pl/dgpstatic/upload/b3dza2ltLXJ5bmt1LTM5MzExMTM0LmpwZyIsInciOjE0MDB9-c15a75d7.webp)