O nadzwyczajnym zjeździe radców prawnych, który odbył się 10 listopada w Warszawie, napisano już prawie wszystko. Dało się zauważyć wyraźnie dwa trendy. Pierwszy – kształtowany przez inicjatorów zjazdu – z którego wynika, że radcy prawni nie szanują demokracji, że małe izby nie mają w samorządzie nic do powiedzenia, a wszystkie karty rozdaje wielka Warszawa. I drugi – pozostałych izb, które zostały zaskoczone wydarzeniem – że proponowany porządek obrad był nietrafiony, a sam zjazd zwołano bez potrzeby.
Wydaje się także, że prezentujący poglądy są w nich utwierdzeni i nie przyjmują żadnych argumentów. Tymczasem jedynym rozwiązaniem prowadzącym do konsensusu w sprawie jest rozmowa. W mojej ocenie dyskutować trzeba zawsze, bez tego nic się nie osiągnie. Nie wolno jednak zapominać o kulturze rozmowy. Nie chodzi o to, by się obrażać czy kpić z zajmowanych stanowisk. Lepiej prezentować merytoryczne argumenty niepoparte krzykiem i wymuszeniem, a raczej pragmatycznym i rzeczowym uzasadnieniem. Trudno rozmawiać w sytuacji, kiedy dowiedziałam się o sobie, że jestem jak z wiersza Herberta „Potęga smaku”. Jestem też podobno przeciwnikiem demokracji. Tyranem. Manipulatorem. Naplułam komuś w twarz…
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.