W zeszły weekend rozpoczęliśmy z kolegami sezon żeglarski. Pływaliśmy omegą. Wiało mocno, a że żeglarze z nas początkujący, mieliśmy wywrotkę – opowiada pan Jerzy. – Szybko podpłynął WOPR, wyciągnęli nas z wody i zapytali, czy postawić łódkę. Było zimno, powiedzieliśmy, że tak. Potem odholowali nas do przystani. I tu – zdziwienie. Dostaliśmy rachunek za pomoc. Czy WOPR ma prawo żądać pieniędzy za akcję ratowniczą – pyta czytelnik. – Tego samego dnia jachty stawiały przy pomocy ratowników jeszcze dwie załogi.
Tak. Statutowe działania Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego co do zasady finansowane są z budżetu państwa, czyli z naszych podatków. WOPR nie pobiera więc opłat za pomoc ludziom, którzy znaleźli się w tarapatach. Ratownicy nie mają jednak obowiązku ratowania mienia. Mogą to zrobić i robią, ale odpłatnie. Dlaczego? Bo akcja ratownicza kosztuje. Kosztują czas ratowników, paliwo, amortyzacja sprzętu. Pan Jerzy nie może mieć więc pretensji, że dostał rachunek. Jest tylko jedno zastrzeżenie: przed rozpoczęciem akcji ratownicy powinni zapytać poszkodowanych, czy są zainteresowani pomocą (co zrobili), i wyjaśnić wyraźnie, że pomoc będzie płatna (czego nie zrobili). Koszt bywa bardzo różny, zależy w dużej mierze od rodzaju jednostki, ewentualnych komplikacji i trudności w doprowadzeniu łodzi do porządku, czasu akcji, odległości holowania. Może to być 100–150 zł, może być nawet 10 proc. wartości jachtu.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.