Niełatwo być rzecznikiem prasowym. Domyślam się tylko, doświadczenia nie mam. Być ustami urzędu czy firmy, ale już nie mózgiem, to musi być wyzwanie. Podejrzewam, że nawet lepiej niż ja – dziennikarz – trudy życia zawodowego rzecznika dowolnie wybranej instytucji zrozumie pełnomocnik.
Obaj – adwokat czy radca i rzecznik prasowy – mają przecież w sumie podobne zadanie: przekonać publikę (sąd albo opinię publiczną) do racji swojego klienta, niekoniecznie w nie wierząc. I to najczęściej klienta w kryzysie. Adwokat pół biedy – jeśli mocodawca narzuca mu swoją koncepcję linii obrony, zawsze może sprawę złożyć jak aktor rolę. Przyjemne to nie jest i nie zarobi, ale przynajmniej nie jest związany stosunkiem służbowym. A biedny rzecznik co ma zrobić? Może rzucić posadą, owszem, ale z czegoś żyć trzeba, kredyty spłacać, a na rynku pracy jak na lekarstwo. Jak przypuszczam, jeszcze biedniejsi (nie tylko dosłownie) są pracownicy biura takiego rzecznika produkujący anonimowo (to akurat ich szczęście) całe tony informacji, komunikatów i sprostowań na dowolne zadane tematy.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.