Stwierdzenie, że w sporze o Sąd Najwyższy chodzi o władzę, ma w sobie pierwiastek prawdziwości, jest jednak nadmiernym uproszczeniem. Wejście w życie „prezydenckiej” ustawy o Sądzie Najwyższym (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 5 ze zm.) obudziło debatę dotyczącą zasad funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, a także relacji między poszczególnymi rodzajami władzy publicznej.
Ożywiło uśpione przez pewien czas spory dotyczące pytania, czy w świetle zasad rządów prawa można zwykłą ustawą zmienić określone w konstytucji gwarancje niezawisłości i niezależności sędziów. Problem, czy sześcioletnia kadencja I prezes SN ma charakter bezwzględny, czy też powinna być rozumiana z uwzględnieniem ustawowych regulacji określających wiek przejścia w stan spoczynku sędziów SN, rozstrzygany jest przez prawników na różnorakie sposoby. Można mieć wrażenie, że kontrowersje wokół SN oraz innych organów istotnych z punktu widzenia wymiaru sprawiedliwości to prawnicze łamigłówki, których rozstrzygnięcie ma znaczenie dla określonej grupy osób, nie wpływa zaś na pozycję obywatela.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.