Tłumaczenie może być przedmiotem umowy o dzieło. Może jednak być również przedmiotem zlecenia. Jak w praktyce radzić sobie z odróżnieniem tych dwóch sytuacji? Odnosi się do tego bogate orzecznictwo Sądu Najwyższego.
W obrocie cywilnym obowiązuje swoboda umów
Strony zawierające umowę mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, ustawie ani zasadom współżycia społecznego. Ta zasada nazywana zasadą swobody umów została wyrażona w art. 3531 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny. W ostatnich miesiącach była przywoływana wielokrotnie w czasie dyskusji dotyczącej reformy Państwowej Inspekcji Pracy i związanego z nią rozszerzenia kompetencji inspektorów. Nie jest to pierwszy przypadek, w którym strony umowy zlecenia mocno odczuły to, że zasada ta nie przekłada się na codzienny obrót tak, jak wyobrażają sobie jego uczestnicy. Bo choć w ostatnim czasie pod wpływem dyskusji o przekształcaniu umów zlecenia i B2B w umowę o pracę to zagadnienie nieco przycichło, to przecież od lat problematyczne okazuje się wytyczenie jasnych granic między umową zlecenia a o dzieło, a powstające na tym tle spory są rozstrzygane przez Sąd Najwyższy i Naczelny Sąd Administracyjny. W jednej z tego rodzaju spraw w dniu 10 grudnia 2025 r. sąd Najwyższy wydał wyrok (sygn. akt I USK 448/24), w którym wyjaśnił, że zobowiązanie z art. 627 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny polega na wykonaniu nie jakiegokolwiek dzieła, ale na wykonaniu dzieła oznaczonego. Nie ma przy tym wątpliwości, że „oznaczenie” następuje pierwotnie w trakcie układania postanowień umownych.
POLECAMY: ZUS skorzysta z danych od PIP. To czarny scenariusz dla pracodawców
W praktyce swoboda umów doznaje istotnych ograniczeń
Spór toczył się między Zakładem Ubezpieczeń Społecznych a zleceniobiorcą, który zawarł umowę zlecenia, której przedmiotem było tłumaczenie instrukcji wózka podnośnikowego. ZUS zakwestionował charakter umowy łączącej strony, a spór trafił do sądu. W trakcie postępowania sąd pierwszej instancji podniósł, że o tym, jaką umowę chcą zawrzeć strony, decydują one same, zgodnie z wynikającą z Kodeksu cywilnego zasadą swobody umów. W jego przekonaniu przedmiotem spornej umowy nie było wykonywanie prostej, powtarzalnej, jednorodnej czynności translatorskiej, której można by przypisać cechy umowy o świadczenie usług. Było to tłumaczenie i opracowanie jednorazowe, dotyczące tekstu instrukcji działania urządzenia, czyli języka technicznego, którego znajomość nie jest powszechna. Zauważył, że tłumaczka posiadała przy tym swobodę i pełną samodzielność przy realizacji umowy i wzięła na siebie odpowiedzialność za pozytywny wynik spełnienia czynności, bowiem odpowiadała za efekt końcowy w postaci wykonanego tłumaczenia. Jednak już Sąd Apelacyjny stwierdził, że samo dokonanie tłumaczenia tekstu nie świadczy jeszcze o wykonaniu dzieła w rozumieniu, albowiem istotna jest treść tłumaczenia, sposób jego weryfikacji i zasady ponoszenia odpowiedzialności wykonawcy tłumaczenia. Dokonując oceny prawnej spornej umowy uznał, odmiennie niż uczynił to Sąd pierwszej instancji, że więź obligacyjna nawiązana pomiędzy odwołującym się i zainteresowaną nie odpowiada cechom charakteryzującym umowę o dzieło.
POLECAMY: Mobbing, B2B i transparentność wynagrodzeń. Trzy regulacje wymagają jednej strategii
Tłumaczenie może być dziełem, ale tylko, gdy odróżnia się od innych
Skarga kasacyjna w sprawie trafiła do Sądu Najwyższego, a ten nie dostrzegł uzasadnionych podstaw do jej merytorycznego rozpoznania. W uzasadnieniu postanowienia odmawiającego przyjęcia jej do rozpoznania wskazał, że przedmiotem analizowanej umowy było przetłumaczenie na język angielski instrukcji wózka podnośnikowego. Osoba, które je wykonywała specjalizowała się w tłumaczeniach o charakterze technicznym. Jej rolą jako wykonawcy umowy o dzieło było wyłącznie wierne (odtwórcze) oddanie treści tłumaczonych tekstów w innym języku, a zatem staranne i precyzyjne odwzorowanie ich treści. Tymczasem dziełem nie może być jedynie odtworzenie tekstu w innym, obcym języku. Nie budzi wątpliwości możliwość zakwalifikowania umowy, której przedmiotem jest wykonanie tłumaczenia, w rozumieniu przetworzenia określonego tekstu sporządzonego w języku obcym na język polski lub odwrotnie, jako umowy o dzieło. Umowy mające za przedmiot tłumaczenie tekstów mogą być jednak traktowane również jako umowy o świadczenie usług. Dokonanie prawidłowej kwalifikacji prawnej zawartych między stronami umów wymaga każdorazowo precyzyjnego odtworzenia treści zobowiązania. Tymczasem w analizowanym przypadku nie doszło do zindywidualizowania zobowiązania w sposób właściwy dla umowy o dzieło. Tłumaczony tekst był tekstem o charakterze technicznym i znaczenie miało jedynie tłumaczenie poprawne językowo i zrozumiałe dla potencjalnego odbiorcy. Tłumaczenie tekstu nie nosiło cech indywidualizujących, odróżniających go od podobnych rodzajowo wytworów pracy intelektualnej innych tłumaczy. Wynik dokonanego tłumaczenia nie odbiegał więc od typowego tłumaczenia dokumentu technicznego, a tym samym nie posiadał cech charakterystycznych dla dzieła.
Podstawa prawna
art. 3531, art. 627 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (j.t. Dz.U. z 2026 r. poz. 795)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu