Pracownicy szkół wyższych wciąż czekają na podwyżki

Szkoła, nauczyciel, tablica
Szkoła, nauczyciel, tablicaShutterStock
12 maja 2015

Akademicy narzekają na degradację warunków pracy na uczelniach, które coraz chętniej stosują umowy śmieciowe

2175504-jak-wzrosly-wynagrodzenia-nauczycieli.jpg
Jak wzrosły wynagrodzenia nauczycieli akademickich
2175500-prof.jpg
prof. Wiesław Banyś rektor Uniwersytetu Śląskiego, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich

W tym roku rząd przekaże ostatnią transzę na wzrost płac akademików – 1,4 mld zł. – Jest to trzeci etap podwyżek, które zaplanowane zostały na lata 2013–2015 – wyjaśnia Łukasz Szelecki, rzecznik prasowy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Łącznie w ciągu trzech lat na ten cel uczelnie dostaną prawie 6 mld zł. Akademicy już niecierpliwie czekają na pieniądze za ten rok.

– Środki na zwiększenie wynagrodzeń pracowników uczelni publicznych w roku 2015 zostały ujęte w rezerwie celowej budżetu państwa. Podobnie jak w latach ubiegłych będą one rozdysponowane i przekazane uczelniom po uruchomieniu jej przez ministra finansów – informuje Szelecki.

Resort nauki pracuje nad podziałem tej kwoty. I zapewnia, że środki zostaną przekazane do poszczególnych szkół wyższych z wyrównaniem od 1 stycznia 2015 r.

Podwyżki w trakcie

– Niepokojące jest jednak to, że docierają do nas sygnały, iż niektóre uczelnie dopóki nie dostaną dodatkowych pieniędzy z budżetu państwa, wstrzymują się z podwyższeniem również minimalnych wynagrodzeń, a te muszą wzrosnąć niezależnie od tego, jakie ustalenia podejmie uczelnia po otrzymaniu dodatkowej puli pieniędzy z budżetu państwa – zauważa Janusz Szczerba, wiceprezes Rady Nauki i Szkolnictwa Wyższego Związku Nauczcielstwa Polskiego.

Zgodnie z rozporządzeniem ministra nauki i szkolnictwa wyższego z 11 grudnia 2013 r. w sprawie warunków wynagradzania za pracę i przyznawania innych świadczeń związanych z pracą dla pracowników zatrudnionych w uczelni publicznej (Dz.U. z 2013 r. poz. 1571) np. pensja profesora zwyczajnego powinna wynosić w tym roku minimalnie 5390 zł, adiunkta z habilitacją 4305 zł, a wykładowcy przynajmniej 2375 zł.

Związkowcy alarmują również, że już po przekazaniu pierwszej transzy widać było, iż część pieniędzy, które miały zwiększyć płace akademików, mogła zostać przeznaczona na inne cele.

– Nie możemy doliczyć się ok. 100 mln zł. Poprosiliśmy MNiSW o przekazanie również rozliczenia za drugą transzę. Resort nauki zapewnił, że dane te otrzymamy w czerwcu. Czekamy więc na nie – podkreśla Janusz Szczerba.

Dodaje, że ZNP na podstawie uzyskanych informacji będzie analizował, czy szkoły wyższe przeznaczyły środki zgodnie z założeniem, czyli wydały je na podwyżki, oraz czy udało się osiągnąć cele zakładane przez rząd – zwiększyć płace akademików o 30 proc. Ze stanowiska przedstawionego wczoraj na konferencji zorganizowanej przez ZNP wynika, że nie.

Związkowcy wskazują w nim, że przeliczając wydatki na szkolnictwo wyższe na jednego studenta, w Polsce są one na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej. Wzrost wynagrodzeń pracowników uczelni w latach 2013–2015 nie zmienił tego stanu rzeczy. W dodatku przeprowadzono go w taki sposób, że zapowiedziany wzrost wynagrodzeń o 30 proc. nie zostanie osiągnięty.

– Chodzi o to, że część placówek zamiast podwyższać pensję zasadniczą, przyznawało podwyżkę w formie dodatku, a to oznacza, że w kolejnym roku można tę osobę pozbawić wyższej płacy – wskazuje Janusz Rak, przewodniczący Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki ZNP.

Terminowe kontrakty

Związkowcy narzekają też na degradację warunków pracy w szkołach wyższych.

– Szacujemy, że ok. 95–97 proc. osób, które podejmują zatrudnienie na uczelniach, otrzymuje umowy śmieciowe na czas określony. Ponadto z naszych informacji wynika, że ok. 20 proc. młodych pracowników dostaje kontrakty na 9 miesięcy, a kolejne podpisują po upływie trzech miesięcy – wyjaśnia Janusz Szczerba.

W ten sposób uczelnie omijają przepisy kodeksu pracy. Wskazuje on, że trzecia terminowa umowa o pracę przekształca się w tę na czas nieokreślony, ale tylko jeśli przerwa pomiędzy poszczególnymi kontraktami nie jest dłuższa niż miesiąc.

– Niedopuszczalne jest łamanie prawa. Docierają do mnie sygnały, że młodzi pracownicy nie mogą np. uzyskać kredytu na mieszkanie, bo mają umowę na czas określony i banki odmawiają udzielenia pożyczki – mówi prof. Henryk Krawczyk, rektor Politechniki Gdańskiej.

Podkreśla jednak, że zawieranie kontraktów czasowych z nowymi pracownikami uzasadnia ustawa z 27 lipca 2005 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 572 ze zm.), a to właśnie ona reguluje zasady zawierania stosunku pracy na uczelniach – kodeks pracy jest stosowany w kwestiach nieuregulowanych przez ten akt. Wynika z niej, że zatrudnienie osoby na stanowisku asystenta czy adiunkta nie może trwać dłużej niż osiem lat. Jeśli pracownik w tym czasie nie uzyska kolejnego stopnia naukowego (odpowiednio doktoratu czy habilitacji), straci etat.

– Właśnie dlatego pierwsza umowa jest zawierana np. na trzy lata, a następna na kolejny okres. Przepis ten ma motywować do rozwoju naukowego – wyjaśnia prof. Henryk Krawczyk.

Dlatego część rektorów zabiega o to, aby wyłączyć pracowników szkół wyższych z rządowego projektu nowelizacji kodeksu pracy dotyczącego czasowego zatrudnienia. Zakłada on, że po 36 miesiącach pracy u jednego pracodawcy (łącznie z trzymiesięcznym okresem próbnym) terminowa umowa przekształca się w kontrakt na czas nieokreślony. Ponadto wykreśla on zapis, która mówi o konieczności zawarcia umowy na czas nieokreślony tylko jeśli pomiędzy kolejnymi umowami przerwa nie była dłuższa niż miesiąc. Nowelizacja jest po pierwszym czytaniu w Sejmie.

– Słyszeliśmy o lobby, które stara się o to, żeby dla szkół wyższych stworzyć lex specialis. Nie zgadzamy się na to, bo takiego wyłączenia nie przewiduje obecna wersja projektu nowelizacji kodeksu pracy. Dlatego będziemy prosić Władysława Kosiniaka-Kamysza, ministra pracy i polityki społecznej, aby nie dopuścił do wprowadzenia takiej zmiany w trakcie prac sejmowych – zapowiada Janusz Szczerba. 

Uczelnia to nie przedsiębiorstwo

Nazywanie umów na czas określony zawieranych na uczelniach śmieciowymi nie jest właściwe. To są pełnoprawne umowy o pracę z odprowadzaniem wszelkich należnych składek. To prawda, że w szkołach wyższych, zwłaszcza z nowo zatrudnianymi osobami, podpisywane są umowy terminowe, ale np. na Uniwersytecie Śląskim średnio połowa nauczycieli akademickich jest zatrudniona na umowę na czas określony, także w trybie mianowania, a to bardzo umacnia ich pozycję, a druga połowa jest zatrudniona na umowę na czas nieokreślony (na ogół w trybie mianowania). Wynika to z konieczności zachowania dynamiki pracy w tym zawodzie – tworzenia nowej wiedzy i jej przekazywania, co przekłada się w sposób naturalny na uzyskiwanie kolejnych stopni naukowych.

Na temat wyłączenia pracowników szkół wyższych z projektu nowelizacji kodeksu pracy, którą obecnie zajmuje się Sejm, rozmawiać będziemy podczas Zgromadzenia Plenarnego KRASP, które odbędzie się w przyszłym tygodniu. Uczelnia to nie jest przedsiębiorstwo, ani też nie można jej porównać do innych instytucji. Zatem odrębne zasady zatrudniania dla tych placówek, związane z ich misją i specyfiką, są uzasadnione. Należy natomiast zdecydowanie zadbać o jak najlepsze warunki pracy i płacy dla pracowników sektora wiedzy, który jest motorem napędowym rozwoju i modernizacji naszego kraju.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.