Wóda wyborowa, wychowani na podrobach / powiesz mi, że każdy jest swego losu kowal?”. Ten cytat z utworu poznańskiego rapera Pei polecam każdemu ekonomiście, który za bardzo lubi nadmuchiwać balonik opowieści o równym życiowym starcie. A jak mu jeszcze mało, to dodać można na drugą nóżkę słynne „najważniejsze to dobrze wybrać sobie rodziców, potem jakoś pójdzie” Jana Kulczyka.
Na szczęście nawet wśród ekonomistów od pewnego już czasu temat tzw. mobilności nie jest już traktowany kanonicznie. Mobilności, o której tutaj mówię, nie należy mylić z możliwością geograficznego przemieszczania się obywateli. Chodzi raczej o ich międzyklasową ruchliwość. Krótko mówiąc – jakie są w praktyce szanse, by córka prowincjonalnej sprzątaczki czy profesorski syn Warszawki należeli w dorosłym życiu do innej klasy społecznej niż ich rodzice? Sprawa ma oczywiście wydźwięk polityczny, bo od poziomu akceptacji międzygeneracyjnej mobilności zależy w dużej mierze spokój społeczny w danej wspólnocie politycznej.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.