Ludzi z klasy robotniczej nie stać na rzeczy, które kiedyś wydawały się oczywistością. 30 lat temu piwko w pubie i wyprawa na mecz były częścią codziennego doświadczenia miejskiego proletariatu. Dziś coraz częściej już nie są
Każdy musiał płacić mi tygodniowo 10 groszy. Każdy też musiał wypić kufel piwa, co kosztowało 15 groszy, wykład tedy kosztował 25 groszy (fenigów). Pomiędzy uczestnikami były i kobiety. Nigdy nie zapomnę tych wykładów. Uwaga i namiętność, z jaką członkowie klubu starali się poznać podstawy tak bardzo oderwane nauki ekonomicznej, były nadzwyczajne; audytorium było tak wdzięczne i tak inteligentne, że niejeden profesor uniwersytetu mógł był mi go pozazdrościć”. To wspomnienie sprzed ponad stu lat. Z czasów, gdy niemiecka socjaldemokracja była awangardą europejskiej i światowej lewicy. Opisywane wykłady to nic innego, jak słynne „kluby robotnicze” – czyli spotkania, podczas których nie tylko gadano o polityce i narzekano na rządzących, lecz również próbowano się uczyć. Oczywiście przy obowiązkowym kufelku. Albo i kilku. W tych warunkach można było robić rewolucję i mieć zaangażowanie politycznie społeczeństwo!
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.