Miało być pięknie. Po latach odwlekania niepopularnej decyzji minister finansów wprowadził kasy fiskalne w gabinetach lekarskich i kancelariach prawnych. Przy nielicznych protestach lekarzy i milczącej akceptacji ze strony prawników. Dziś już wiadomo, dlaczego jedni protestowali bez przekonania, a drudzy w ogóle problem zlekceważyli. Z wielkiej chmury spadł mały deszcz.
Resort finansów przekonywał, że nowych podatników stosujących kasy będzie blisko 150 tys., a nowych kas ok. 300 tys. Nieliczni lekarze straszyli podwyżką cen. Urzędy skarbowe organizowały dziesiątki szkoleń. Wszystko było gotowe na godzinę zero, czyli początek maja. Przygotowania na miarę końca świata. I tak jak w przypadku zapowiedzi tego ostatniego okazało się, że żadnej katastrofy nie ma, a liczba świeżo zgłoszonych kas jest w stosunku do szacunków więcej niż skromna.
Z sondy przeprowadzonej przez „DGP” wynikało, że kas przybyło niespełna 50 tys. A i to licząc okres od początku roku do początków maja. To zaś oznacza, że podatników z nowych grup objętych obowiązkiem fiskalizacji było jeszcze mniej. W tej grupie znaleźli się i tacy, którzy kasy instalowali z powodu przekroczenia limitów zwalniających ich z takich obowiązków (40 lub 20 tys. zł).
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.