O tym, dlaczego samo udostępnienie narzędzi AI nie przydaje firmom wartości, jak technologia zmienia organizację pracy i czego w nowych realiach technologicznych powinny uczyć uczelnie, mówi dr Dominika Bosek-Rak z Katedry Teorii Zarządzania Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie w gorącej rozmowie przeprowadzonej w studiu DGP podczas Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie.
Technologia nie wystarczy
Badanie przeprowadzone przez SDH wśród 160 menedżerów polskich spółek giełdowych pokazuje, że firmy dostrzegają wzrost przychodów lub spadek kosztów dopiero wtedy, gdy wdrożeniu AI towarzyszą zmiany organizacyjne. – Nie chodzi tylko o danie dostępu do technologii czy przeszkolenie ludzi – podkreśla Dominika Bosek-Rak. Sztuczna inteligencja musi znaleźć się w strategii, a menedżerowie powinni się z nią utożsamiać. Konieczne jest też przeprojektowanie procesów tak, aby pracownicy rzeczywiście mogli i chcieli korzystać z nowych rozwiązań.
Kluczowe staje się zatem nie samo rozumienie technologii, lecz sposób jej wdrożenia. Organizacja musi wyjaśnić ludziom, do czego AI będzie wykorzystywana, jak zmieni ich zadania i jakie korzyści może im przynieść. Bez takiej rozmowy narzędzia pozostają dodatkiem do dotychczasowej pracy zamiast impulsem do realnej zmiany.
Większa wydajność może oznaczać większe przeciążenie
Wnioski z badań prowadzonych przez Bosek-Rak na kanadyjskim uniwersytecie pokazują, jak różne bywają reakcje pracowników. Tam, gdzie brakuje wspólnych zasad, część osób nie automatyzuje nawet prostych zadań z obawy o utratę pracy. Inni – zwłaszcza pracownicy rozliczani z wyników – intensywnie używają AI, by wykonywać więcej obowiązków i poprawiać rezultaty.
Paradoks polega na tym, że oszczędzony czas nie zawsze zamienia się w odpoczynek. Bywa, że pracownik dokłada sobie kolejne zadania, bo obawia się, że ktoś inny okaże się bardziej wydajny. To rodzi pytania o zdrowie psychiczne i ryzyko wypalenia. Zdaniem badaczki rolą menedżera jest takie zaprojektowanie pracy, aby wzrost efektywności służył zarówno organizacji, jak i zatrudnionym. Czas zyskany dzięki AI może oznaczać chwilę regeneracji, a nie automatycznie wyższą normę.
Uniwersytet jako „siłownia dla mózgu”
Automatyzacja najprostszych stanowisk ogranicza liczbę miejsc dla juniorów, ale w dłuższej perspektywie może pozbawić firmy przyszłych specjalistów i menedżerów. Nowi pracownicy muszą więc już na starcie wchodzić na wyższy poziom kompetencji. Dr Bosek-Rak przekonuje, że w tej sytuacji rola uczelni nie maleje, lecz rośnie. Uniwersytet powinien uczyć samodzielnego myślenia, zdobywania wiedzy, współpracy i konsekwentnego dążenia do celu – umiejętności, których nie zastąpi sprawne posługiwanie się narzędziem.
– To powinna być siłownia dla naszych mózgów – mówi badaczka. Dobrym kierunkiem są studia dualne i programy menedżerskie łączące uczelnie z biznesem. Pozwalają przygotować młodych ludzi do bardziej wymagających ról, zanim trafią do organizacji. Otwarte pozostaje jednak pytanie, czy polskie przedsiębiorstwa będą miały środki, by współfinansować taki rozwój kadr. W świecie powszechnie dostępnej wiedzy o przewadze firm coraz częściej zdecydują bowiem kompetencje ludzkie: krytyczne myślenie, współpraca, odpowiedzialność i zdolność uczenia się.
Gorąco zachęcamy do obejrzenia i wysłuchania całego wywiadu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu